
18/19.01.2026
Byłam w pracy z dziećmi, ale nie byłam w mojej firmie. To było jakieś inne miejsce. Kąpałam się w wannie, a później przeszłam do łóżka. Leżałam pod kołdrą i chowałam się przed wszystkimi.
Przyszedł jakiś mężczyzna, włożył rękę pod kołdrę i objął mnie w pasie. Mówił, że jestem dla niego idealna, ale ja nie chciałam być „dla niego”. Przyszły dziewczynki, z którymi pracuję i mężczyzna musiał odpuścić. Kiedy mnie dotykał, nie czułam się w niebezpieczeństwie. To nie było nachalne, było to czułe. Ale nie było odpowiedzi z mojej strony.
Mężczyzna zniknął.
Za chwilę pojawił się kolejny. Sympatyczny pracownik sklepu. Rozmawialiśmy. Mówił, że potrzebuje właśnie takiej kobiety jak ja. To był dobry, ciepły człowiek, ale bardzo młody. Nie chciałam być z nim, chociaż poczułam do niego dużą sympatię. Ta młodość właśnie nie była dla mnie zaletą.
Byliśmy w tym samym pomieszczeniu, ale chyba w basenie. Zawołałam moją najmłodszą kotkę. Przybiegła, weszła do wody i przypłynęła do nas. (W realu kotka często wchodzi do wanny i lubi wodę.) Mężczyzna był bardzo zdziwiony, że kot pływa.
Znalazłam się w domu mojej teściowej. Na balkonie miała zamontowaną „siatkę” zrobioną z firanki. Była to bariera, jak dla kota, tworząca rodzaj klatki. Zobaczyłam tam maleńkie, kilkucentymetrowe małpeczki. Wyglądały jak pigmejki. Zdziwiło mnie to bardzo.
Zapytałam, skąd te zwierzątka. Teściowa powiedziała, że są własnością sąsiadki. Ona tylko opiekuje się nimi pod jej nieobecność. Zauważyłam, że maleństwa uciekają przez szpary. „Siatka” była niechlujnie, punktowo zamontowana na taśmę „nano”. Zapytałam, czy ma jeszcze taką taśmę, bo powinna być przyklejona na całej długości. Powiedziała, że znajdzie.
Kiedy zaganiałam małpki z powrotem, zaprzyjaźniłam się z jedną z nich. Pokazywałam jej zabawki, dawałam do spróbowania różnego rodzaju jedzenie, jakbym uczyła ją nowych smaków. Trzymałam ją w kieszeni koszuli na wysokości piersi. Włożyłam tam kawałek bułki, żeby mogła sobie podgryzać, jak zgłodnieje.
Miałam wyjść do miasta i zastanawiałam się, czy to na pewno bezpieczne wynieść ją tak bez zabezpieczenia. Bałam się, że jeśli wyjdzie z kieszeni, może ją spotkać coś złego.
Wracają jak bumerang w mojej podświadomości sprawy relacyjne. Tym razem sen wziął na tapet moją zdolność mówienia „NIE”.
Kiedy byłam młoda, mężczyzna, który mnie „chciał”, uchodził z automatu za księcia z bajki. Wiadomo, jak się to skończyło. Nie będę pisać o tym po raz kolejny. Skupię się na sobie z czasu, w którym śniłam ten sen.
Nie wiem, czy sen rozprawiał się z rzeczywistością, czy wdrażał ćwiczenia na przyszłość. 😉
Przez kilka miesięcy 2025 roku zdawało mi się, że przyjaźnię się z mężczyzną. Był ode mnie dwanaście lat młodszy. Spotykaliśmy się często. Łączyły nas wspólne zainteresowania. Jest przyrodnikiem i ekologiem. Przynosił zwykle ze sobą dary natury, którymi zapełniłam kuchenne szafki po brzegi. Ja odwdzięczałam się sztuką.
Bardzo lubiłam rozmowy z nim i wspólne wycieczki, ale nie byłam zainteresowana niczym więcej. Był dla mnie zwyczajnie… za młody. Kiedy wyobrażałam sobie siebie w przyszłości jako sześćdziesięcioletnią kobietę z czterdziestoośmioletnim mężczyzną u boku, coś kazało mi powiedzieć stanowcze NIE!
Niestety tej przyjaźni nie udało się ocalić. A szkoda, bo była dla mnie niezwykle cenna.
A ten drugi mężczyzna? Czyżby to Darek? Tego nie wiem.
Wiem jedno. Urodziło się we mnie coś nowego. Coś, co sprawiło, że wolę iść przez życie sama, niż z mężczyzną, który nie daje mi tyle, ile potrzebuję.
Poukładałam sobie życie i czuję się w nim naprawdę bezpiecznie. To moja kołdra. Otulam się moją pracą, cudownymi relacjami, moimi zwierzętami i kontaktem z naturą. Mam swoje codzienne, kojące rytuały i aktywności, które są dla mnie ważne. Odzyskałam siebie i chcę się sobą nacieszyć, ucząc się jednocześnie, jak może smakować życie. Życie w wolności, którego dotąd nie zaznałam.
Relacja zaczeka.
Na razie mówię: NIE!

Dodaj komentarz