W Cieniu Kruka

To opowieść o drodze. O życiu w przetrwaniu, o pęknięciach i stratach. O wychodzeniu w światło — przez transformację i integrację. To nie jest historia wzniosła ani romantyczna. Jest zwyczajnie prawdziwa: czasem jak grzmot, a czasem… tylko chichot losu. Mam nadzieję, że w tym wypadku cień skrzydeł kruka przyniesie komuś nadzieję.

Tag: psychologia głębi

  • 62. Czuję, że się topię – sen o próbie zrozumienia cudzego świata 

    26/27.01.2026 

    Pamiętam urywki.  

    Leżałam chyba nawet na podłodze, obejmował mnie od tyłu mężczyzna. Nie wiem, czy byłam sobą czy moją koleżanką, ale ten mężczyzna był jej partnerem (który się nad nią znęcał fizycznie i psychicznie w realnym życiu). Wiedziałam, że nie powinno go tu być, że nagle wrócił, bałam się go i chciałam się od niego uwolnić.  

    Udawałam, że śpię i zaczęłam się wiercić. Przesuwałam się po podłodze tak, żeby się wyślizgnąć z jego ramion. To trwało i trwało, bo on też się przesuwał. Udało mi się w końcu.  

    Wszedł jego ojciec (w ich awanturach w realu był ratownikiem i rozjemcą) prowadziliśmy w trójkę spokojną rozmowę. Ustaliliśmy, że mężczyzna ma już inną partnerkę i powinien opuścić moją przestrzeń.  

    Leżałam w wannie (ale to też nie byłam ja, obserwowałam siebie z boku) byłam słaba, ześlizgiwałam się pod wodę, była ze mną w wannie kobieta, widziała, że mogę się utopić, ale nie chciała pomóc. Domyśliłam się, że to nowa kobieta mężczyzny z poprzedniej sceny. Obserwowała, jak zanurzam się pod wodę, czekała. Nie wiem czy jednak pomogła, czy sama wyszłam, ale do końca snu czułam się zagrożona.  

    Z kobietą z wanny postanowiłam odwiedzić rodziców tego mężczyzny. Kiedy zbliżyliśmy się do domu (w śródziemnomorskim stylu) podeszłam do drzwi i odmówiłam wejścia do środka. Powiedziałam, że najpierw chcę zobaczyć morze.  

    Podeszłam do dużych kamieni ułożonych kilka metrów przed krawędzią klifu i patrzyłam na morze. Kobieta, z którą byłam chciała żebyśmy podeszły bliżej brzegu. Odmówiłam, nie ufałam jej.  

    Z domu za nami wyszedł ojciec mężczyzny. Powiedział, że niezwykle dobrze trafiłyśmy, bo jest zima a jest dziś bardzo ciepło. Faktycznie było to bardziej wiosenne lub nawet letnie późne popołudnie.  

    Mam koleżankę, która przez wiele lat tkwiła w przemocowym związku. Dzieci nie były tam bezpośrednimi ofiarami, ale świadkami przemocy, jakiej dopuszczał się ojciec wobec matki – a to również jest przemoc wobec dziecka. Para rozstała się, ale opieka nad dziećmi nie została jeszcze uregulowana prawnie, wobec czego mężczyzna pojawiał się w ich życiu regularnie. 

    W dniu poprzedzającym sen koleżanka przyprowadziła płaczące dziecko na moje zajęcia grupowe. Zanim weszły, długo je uspokajała. Nie miałam możliwości porozmawiania z nią ani bezpośredniego wsparcia ich obu, bo sala była pełna dzieci. 

    Kiedy matka wyszła, a dziewczynka dostała kakao w kubku, który sama mogła wybrać (u mnie każdy jest inny), była już rozluźniona, wesoła i pracowała z innymi dziećmi. 

    Po zajęciach przyszedł po nią dziadek, ojciec tego mężczyzny. Nie wiedziałam więc, co się stało, ale zaniepokoiła mnie ta sytuacja, a sen postanowił zrobić swoje… 

    Poczułam w nim dokładnie to, co miałam poczuć. 

  • 61. Herbata – sen o tym, że jeśli masz stół i herbatę, to czasem naprawdę wystarczy.

    20/21.01.2026 

    Byłam w wynajmowanym domu, panował tam nieład. W zlewie w garnku, były pierogi. Leżały zanurzone w wodzie. W innym również w wodzie kapusta kiszona. Ktoś z kim wynajmowałam to mieszkanie, chciał to jeszcze zjeść. Uznałam to za niedopuszczalne. Sprzątałam i wyrzucałam szybko jedzenie, żeby nikt nie zdążył mnie powstrzymać. 

    Były w tym mieszkaniu moje cztery koty i nagle przez chwilę było to moje mieszkanie. Najstarsza piętnastoletnia kotka wyskoczyła przez uchylone okno. Usłyszałam, jak uderza w balkon poniżej i spada dalej. Nie patrzyłam przez okno, natychmiast zbiegłam na dół. Myślałam tylko o tym, że muszę jak najszybciej do niej dotrzeć, że spadając z trzeciego piętra, na pewno połamała sobie kości. 

    Na dole spotkałam sąsiadkę. Powiedziała, że widziała, jak kot spada i nagle zniknęła, ale pytała p. Marysię (moją sąsiadkę, zmarłą kilka lat temu) i kota tam nie ma. 

    Moja kamienica na powrót nie wyglądała jak moja, raczej jak jakiś ośrodek wczasowy. Dwu-, trzypiętrowy budynek z dużymi, przesuwanymi oknami lub drzwiami na całą ścianę. 

    Mieszkanie p. Marysi było na parterze (w realu na pierwszym piętrze). Drzwi były otwarte. Zobaczyłam moją kotkę wychodzącą z tych właśnie drzwi. Podbiegłam do niej i wzięłam ją na ręce. P. Marysi nie widziałam. Pomyślałam, że nie okłamała sąsiadki, że jest staruszką i mogła kota zwyczajnie nie zauważyć. 

    Niosąc kotkę, sprawdzałam, czy niczego sobie nie uszkodziła. W końcu uderzyła o coś, spadając, ale wszystko było chyba w porządku. Mimo to bacznie ją obserwowałam. 

    Wróciłam do domu, nakarmiłam kotkę i resztę kotów również. 

    W mieszkaniu (tym wynajętym) nadal jeszcze był bałagan, ale to nie był mój bałagan. To tak, jakbym go zastała, wynajmując mieszkanie. Sprzątałam dalej. 

    Do mieszkania weszła jakaś rodzina z labradorem. Chyba trójka rodzeństwa, dwóch lub trzech mężczyzn, tacy młodzi dorośli. Nie mam pewności, czy byli z matką. Możliwe, że tak, bo była tam też kobieta. 

    Trochę bałam się reakcji kotów na psa, a szczególnie martwiłam się kotką. Dopiero przeżyła traumę, a teraz jeszcze pies. Poprosiłam, żeby trzymali go przy sobie i nie pozwolili mu chodzić luzem po mieszkaniu. 

    Miałam pół dzbanka herbaty. Postanowiłam dorobić jej więcej, żeby ich poczęstować. Mieszkanie wyglądało już lepiej, ale nadal byłam skrępowana, że nie jest posprzątane, i przeprosiłam gości za nieład. 

    Nie mam stuprocentowej pewności czy sen przygotowywał mnie na późniejsze wydarzenia, ale czuję, że tak. 

    Niecały miesiąc później zmarł mój młodszy brat. Nikt nie był na to gotowy. Zostawił po sobie bałagan na wielu poziomach i przez przedłużającą się chorobę również w finansach. 

    Pieniędzy wystarczyło tylko na pogrzeb. Rodziny, która licznie zjechała, aby pożegnać mojego brata, nie można było należycie ugościć. Bratowa została niemal bez grosza z trójką dzieci. Nikt nie śmiałby wymagać od niej organizowania stypy. 

    Ja nie mam wiele, ale nigdy nie brakuje mi na nic, czego naprawdę potrzebuję. Mam w sobie ufność, że w tej dziedzinie jestem bezpieczna. 

    Postanowiłam, że moją firmę zamienimy tego dnia w restaurację. Co prawda nie jest przygotowana na tego rodzaju spotkania, ale zrobiłam wszystko, żeby każdy miał miejsce. Kupiłam talerze i obrusy. Znajomy właściciel baru przygotował dla mnie gar ziemniaków, misy surówek i kotlety z kurczaka wielkości talerza z olbrzymią zniżką. Ojciec przyniósł ciasto. 

    A herbatę… herbatę w mojej firmie zawsze można dorobić. 

  • 60. Pigmejka – sen o tym, że poleżę sobie pod kołdrą. 

    18/19.01.2026 

    Byłam w pracy z dziećmi, ale nie byłam w mojej firmie. To było jakieś inne miejsce. Kąpałam się w wannie, a później przeszłam do łóżka. Leżałam pod kołdrą i chowałam się przed wszystkimi. 

    Przyszedł jakiś mężczyzna, włożył rękę pod kołdrę i objął mnie w pasie. Mówił, że jestem dla niego idealna, ale ja nie chciałam być „dla niego”. Przyszły dziewczynki, z którymi pracuję i mężczyzna musiał odpuścić. Kiedy mnie dotykał, nie czułam się w niebezpieczeństwie. To nie było nachalne, było to czułe. Ale nie było odpowiedzi z mojej strony. 

    Mężczyzna zniknął. 

    Za chwilę pojawił się kolejny. Sympatyczny pracownik sklepu. Rozmawialiśmy. Mówił, że potrzebuje właśnie takiej kobiety jak ja. To był dobry, ciepły człowiek, ale bardzo młody. Nie chciałam być z nim, chociaż poczułam do niego dużą sympatię. Ta młodość właśnie nie była dla mnie zaletą. 

    Byliśmy w tym samym pomieszczeniu, ale chyba w basenie. Zawołałam moją najmłodszą kotkę. Przybiegła, weszła do wody i przypłynęła do nas. (W realu kotka często wchodzi do wanny i lubi wodę.) Mężczyzna był bardzo zdziwiony, że kot pływa. 

    Znalazłam się w domu mojej teściowej. Na balkonie miała zamontowaną „siatkę” zrobioną z firanki. Była to bariera, jak dla kota, tworząca rodzaj klatki. Zobaczyłam tam maleńkie, kilkucentymetrowe małpeczki. Wyglądały jak pigmejki. Zdziwiło mnie to bardzo. 

    Zapytałam, skąd te zwierzątka. Teściowa powiedziała, że są własnością sąsiadki. Ona tylko opiekuje się nimi pod jej nieobecność. Zauważyłam, że maleństwa uciekają przez szpary. „Siatka” była niechlujnie, punktowo zamontowana na taśmę „nano”. Zapytałam, czy ma jeszcze taką taśmę, bo powinna być przyklejona na całej długości. Powiedziała, że znajdzie. 

    Kiedy zaganiałam małpki z powrotem, zaprzyjaźniłam się z jedną z nich. Pokazywałam jej zabawki, dawałam do spróbowania różnego rodzaju jedzenie, jakbym uczyła ją nowych smaków. Trzymałam ją w kieszeni koszuli na wysokości piersi. Włożyłam tam kawałek bułki, żeby mogła sobie podgryzać, jak zgłodnieje. 

    Miałam wyjść do miasta i zastanawiałam się, czy to na pewno bezpieczne wynieść ją tak bez zabezpieczenia. Bałam się, że jeśli wyjdzie z kieszeni, może ją spotkać coś złego. 

    Wracają jak bumerang w mojej podświadomości sprawy relacyjne. Tym razem sen wziął na tapet moją zdolność mówienia „NIE”. 

    Kiedy byłam młoda, mężczyzna, który mnie „chciał”, uchodził z automatu za księcia z bajki. Wiadomo, jak się to skończyło. Nie będę pisać o tym po raz kolejny. Skupię się na sobie z czasu, w którym śniłam ten sen. 

    Nie wiem, czy sen rozprawiał się z rzeczywistością, czy wdrażał ćwiczenia na przyszłość. 😉 

    Przez kilka miesięcy 2025 roku zdawało mi się, że przyjaźnię się z mężczyzną. Był ode mnie dwanaście lat młodszy. Spotykaliśmy się często. Łączyły nas wspólne zainteresowania. Jest przyrodnikiem i ekologiem. Przynosił zwykle ze sobą dary natury, którymi zapełniłam kuchenne szafki po brzegi. Ja odwdzięczałam się sztuką. 

    Bardzo lubiłam rozmowy z nim i wspólne wycieczki, ale nie byłam zainteresowana niczym więcej. Był dla mnie zwyczajnie… za młody. Kiedy wyobrażałam sobie siebie w przyszłości jako sześćdziesięcioletnią kobietę z czterdziestoośmioletnim mężczyzną u boku, coś kazało mi powiedzieć stanowcze NIE! 

    Niestety tej przyjaźni nie udało się ocalić. A szkoda, bo była dla mnie niezwykle cenna. 

    A ten drugi mężczyzna? Czyżby to Darek? Tego nie wiem. 

    Wiem jedno. Urodziło się we mnie coś nowego. Coś, co sprawiło, że wolę iść przez życie sama, niż z mężczyzną, który nie daje mi tyle, ile potrzebuję. 

    Poukładałam sobie życie i czuję się w nim naprawdę bezpiecznie. To moja kołdra. Otulam się moją pracą, cudownymi relacjami, moimi zwierzętami i kontaktem z naturą. Mam swoje codzienne, kojące rytuały i aktywności, które są dla mnie ważne. Odzyskałam siebie i chcę się sobą nacieszyć, ucząc się jednocześnie, jak może smakować życie. Życie w wolności, którego dotąd nie zaznałam. 

    Relacja zaczeka. 

    Na razie mówię: NIE! 

  • 59. Dąb – sen o tym co ze mną zostaje. 

    17/18.01.2026 

    Byłam w domu, w kuchni, z której mam widok na dąb, duży i potężny. W realu są to dwa rosnące blisko siebie, niemal połączone dęby, wyglądające jak jedno bardzo duże drzewo. 

    Widziałam, jak jacyś ludzie usuwają z niego suche pnącza, oczyszczają je. Porządkowali również podwórze. To było sprzątanie, którego nie robi się na co dzień, takie „odświętne”. 

    Na podwórku była moja koleżanka z pierwszej pracy. Zaprosiłam ją do siebie. Weszła przez okno. Byłam bardzo zdziwiona, bo to trzecie piętro. Powiedziała mi, że stała na szczudłach, więc nie było problemu. 

    Przywitała się z moim synem, jakby był dziewczyną. Chyba nawet nazwała go Zuzią. Był skonsternowany, ale machnął na to ręką. 

    Poczęstowałam ją kawałkiem tortu, sama też jadłam. Miałam też na talerzu dwa ciastka, które przyniosła koleżanka, ale nie chciałam ich jeść. Wyglądały dziwnie: sztucznie różowe serce i jakiś inny kształt otoczony masą cukrową. Wyglądały nieco „plastikowo”. Ona też ich nie zjadła. 

    Zobaczyłam przez okno zbliżające się, jakby leciały przyczepione do helikoptera (ale żadnego helikoptera nie było – leciały same), połączone ze sobą mosiężne lub miedziane łańcuchy. Było ich kilka. Każdy zakończony głową smoka, a może był to cały smok? Przepiękne, bardzo estetycznie wykonane. 

    Zbiegłam na podwórko, żeby je lepiej zobaczyć. Miały być ozdobą mojej kamienicy. Stałam z innymi sąsiadami i komentowałam przygotowania do święta, które lada dzień miało nadejść. Mówiliśmy, że nasza kamienica będzie najpiękniejsza. 

    Zdziwiło mnie, kiedy zamontowane smoki okazały się krótkim, grubym łańcuchem z małą główką smoka na końcu. Pomyślałam, że to fatalnie, że zamontowano je właśnie nad moim oknem, w dodatku blisko metalowej rurki. Na pewno podczas wiatru będzie to zestawienie strasznie hałasować. 

    Popatrzyliśmy na ściany budynku. Były porośnięte kępkami roślin. Zdziwiło nas, że nie zostały usunięte, kiedy porządkowano drzewo i okolice. Pomyślałam, że trzeba złożyć reklamację i wezwać pracowników tej firmy jeszcze raz. 

    Sąsiadka zwróciła moją uwagę na dąb. Miał bardzo szeroki pień. Pokazała mi, że są tam zamontowane drzwi i wszyscy z kamienicy trzymają wewnątrz drzewa rowery. Nie wiedziałam o tym wcześniej. Pomyślałam, że zaprowadzę tam i mój rower. 

    Wróciłam na górę. Był tam mój były mąż. Znowu tu mieszkał. Nie cieszyłam się na jego widok, jakbym wiedziała, że nie powinno go tu być. 

    Przyszła jego koleżanka z pracy, a później kolega, który powiedział coś (nie pamiętam dokładnie co), co pokazało, że mój mąż ma przede mną tajemnice. Chodziło o coś, czym zajmuje się w pracy. 

    Pomyślałam, że to wystarczy, żeby się rozstać, bo to jak podwójne życie. Tylko że on nie chciał odejść i w jakiś sposób mi zagrażał. 

    Zbiegłam na dół bardzo obszerną klatką schodową. Schody przylegały do ścian po bokach, a piętra były przestronne jak w jakiejś instytucji w stylu secesyjnym. 

    Kiedy byłam na dole, zdałam sobie sprawę, że się nie przygotowałam. Nie mam kluczy ani pieniędzy. 

    Na dole stało ksero, które działało zdalnie. Nagle włączyło się i wypluwało z siebie kartki. Widziałam, że to on coś drukuje. Wystraszyłam się, że to pozew rozwodowy i że będzie w sprawie rozstania o krok przede mną. 

    Okazały się to być jakieś bzdetne karteluszki traktujące o miłości z romantycznymi rysunkami. 

    Wchodziłam z powrotem na górę po tych samych schodach. 

    Postanowiłam, że muszę się jednak skonfrontować z byłym mężem i pozbyć się go na dobre. 

    Moja psychika w tym śnie zajmuje się generalnym sprzątaniem w relacjach 😉 

    Bardzo lubię, część mojej lokalnej społeczności, więc zostają ze mną. Mam przyjaciółki i koleżanki z którymi naprawdę lubię spędzać czas. Są to spotkania niezwykle karmiące. Stosunkowo niedawno odkryłam jak wielką mają wartość. Odrzucam natomiast powierzchowne kontakty lub ograniczam do sfery zawodowej. Small talki mnie zwyczajnie męczą. Kobiety zostają🤗. 

    Moje drzewa… moje dęby dają mi więcej dobra niż można by oczekiwać. To nie jest piękny element krajobrazu. Dla mnie to niemal istota, z którą można wejść w relację. Jest domem dla ptaków i owadów, dla mnie jest emocjonalnym ukojeniem. Sposobem na regulację emocji, odzyskanie spokoju nawet w bardzo trudnych chwilach. To źródło, z którego codziennie czerpię. Daje mi moc wynikającą z zakorzenienia. Dęby są… i niech tak zostanie. 

    Mężczyźni… Darek długo będzie jeszcze we mnie dzwonił, ale relacja ta została właśnie odarta z iluzji. Projektowałam na tego człowieka o wiele, za wiele. Niepotrzebnie. Wystarczająco jest przecież kiedy jest zwyczajnie. 

    Były mąż… tutaj moja podświadomość jest niezwykle klarowna – musi zniknąć. 

    Trzeba zrobić miejsce na nowe. 

  • 58. Tort – sen o pełni. 

    3/4.01.2026 

    Zobaczyłam olbrzymie torty. Chyba dwa, ale teraz nie jestem pewna, może jeden. Były zawieszone w powietrzu. Lewitowały w chmurach. 

    Chciałam mieć taki tort. Trochę zrobiło mi się przykro, że jest daleko, a po chwili usłyszałam: 

    TO TY. 

    I przyszło olśnienie. Faktycznie. Przecież to ja. Ja jestem tortem i silne przeświadczenie, że tak jest w istocie. Że jestem tym tortem. 😉 

    Tego nie wypowiedziała żadna osoba ze snu. Byłam tam sama. 

    Później śniło mi się coś jeszcze, ale to już nie było istotne. 

    No cóż… ja się ze snami nie zamierzam spierać😍 

    Jestem TORTEM… i tyle.  

    P.s. Gorąco pozdrawiam mojego ulubionego Szamana😎