W Cieniu Kruka

To opowieść o drodze. O życiu w przetrwaniu, o pęknięciach i stratach. O wychodzeniu w światło — przez transformację i integrację. To nie jest historia wzniosła ani romantyczna. Jest zwyczajnie prawdziwa: czasem jak grzmot, a czasem… tylko chichot losu. Mam nadzieję, że w tym wypadku cień skrzydeł kruka przyniesie komuś nadzieję.

Tag: samoakceptacja

  • 82.2. „Wszystko (…) jest piękne” 

    Chodziłam z tą salamandrą cały dzień i myślałam o tym, jak wygląda.  

    O tym, że może dla kogoś mogłaby wydawać się odrażająca. Dla mnie była smutna, samotna, zapomniana i niekochana. A zasługuje na przytulenie, zauważenie i uznanie cierpienia. W ogóle nie przeszkadza mi to, że wygląda jak wygląda. 

    Kiedyś Darek odpowiedział mi, na moją krytykę spłaszczenia symbolu smoka na podstawie tego co zrobiono ze smokiem w Krakowie. Jakie komercyjne badziewie ludzie stworzyli z tego pięknego symbolu. Darek powiedział „… wszystko we wszechświecie jest piękne”. Potraktowałam to jak duchowe pierdolety. A myśląc o mojej salamandrze… wtedy, właśnie w tej jednej chwili naprawdę to poczułam.  

    Ta salamandra jest piękna. Po prostu piękna, taka, jaka jest. To jak została potraktowana nie jest w porządku, ale ona jest doskonała.  

    Chciałam ją wtedy jak najszybciej odpakować i mocno przytulić. 

    Bardzo żałowałam, że nie mogę wymusić kontynuacji tego snu. Chciałam zobaczyć, jak siedzę z olbrzymią salamandrą na kolanach i tulę ją do siebie z miłością. 

    Wiedziałam, że to jest chyba najważniejszy sen w moim życiu.  

    Bo pokazał mi, że muszę zmienić perspektywę… 

    Łatwo jest kochać siebie, kiedy wyglądasz całkiem nieźle, jesteś niegłupia, błyskotliwa, z poczuciem humoru, wzbudzająca zaufanie, opiekuńcza, silna, sprawcza, zdolna, potrafiąca poświęcić się dla innych, kochająca i długo by jeszcze wymieniać… A w środku, na tym bardzo, bardzo głębokim poziomie… tam trudniej się pokochać. 

    Poczułam, że teraz kocham, kocham siebie naprawdę. Również tę smutną, skrzywdzoną, zrezygnowaną, nieefektowną i skrajnie bezradną.  

    I wtedy pojawiła się we mnie złość, bo uzmysłowiłam sobie, że jakaś miękka, bezbronna część mnie musiała zostać zamknięta, żebym ja ta sprawcza i silna mogła przetrwać. 

    Złość kocham już w sobie od dawna, za moc jaką z sobą niesie.  

    Dzięki złości i miłości, którą odkryłam w sobie potrafiłam zejść głębiej. 

    Do samego źródła.  

  • 60. Pigmejka – sen o tym, że poleżę sobie pod kołdrą. 

    18/19.01.2026 

    Byłam w pracy z dziećmi, ale nie byłam w mojej firmie. To było jakieś inne miejsce. Kąpałam się w wannie, a później przeszłam do łóżka. Leżałam pod kołdrą i chowałam się przed wszystkimi. 

    Przyszedł jakiś mężczyzna, włożył rękę pod kołdrę i objął mnie w pasie. Mówił, że jestem dla niego idealna, ale ja nie chciałam być „dla niego”. Przyszły dziewczynki, z którymi pracuję i mężczyzna musiał odpuścić. Kiedy mnie dotykał, nie czułam się w niebezpieczeństwie. To nie było nachalne, było to czułe. Ale nie było odpowiedzi z mojej strony. 

    Mężczyzna zniknął. 

    Za chwilę pojawił się kolejny. Sympatyczny pracownik sklepu. Rozmawialiśmy. Mówił, że potrzebuje właśnie takiej kobiety jak ja. To był dobry, ciepły człowiek, ale bardzo młody. Nie chciałam być z nim, chociaż poczułam do niego dużą sympatię. Ta młodość właśnie nie była dla mnie zaletą. 

    Byliśmy w tym samym pomieszczeniu, ale chyba w basenie. Zawołałam moją najmłodszą kotkę. Przybiegła, weszła do wody i przypłynęła do nas. (W realu kotka często wchodzi do wanny i lubi wodę.) Mężczyzna był bardzo zdziwiony, że kot pływa. 

    Znalazłam się w domu mojej teściowej. Na balkonie miała zamontowaną „siatkę” zrobioną z firanki. Była to bariera, jak dla kota, tworząca rodzaj klatki. Zobaczyłam tam maleńkie, kilkucentymetrowe małpeczki. Wyglądały jak pigmejki. Zdziwiło mnie to bardzo. 

    Zapytałam, skąd te zwierzątka. Teściowa powiedziała, że są własnością sąsiadki. Ona tylko opiekuje się nimi pod jej nieobecność. Zauważyłam, że maleństwa uciekają przez szpary. „Siatka” była niechlujnie, punktowo zamontowana na taśmę „nano”. Zapytałam, czy ma jeszcze taką taśmę, bo powinna być przyklejona na całej długości. Powiedziała, że znajdzie. 

    Kiedy zaganiałam małpki z powrotem, zaprzyjaźniłam się z jedną z nich. Pokazywałam jej zabawki, dawałam do spróbowania różnego rodzaju jedzenie, jakbym uczyła ją nowych smaków. Trzymałam ją w kieszeni koszuli na wysokości piersi. Włożyłam tam kawałek bułki, żeby mogła sobie podgryzać, jak zgłodnieje. 

    Miałam wyjść do miasta i zastanawiałam się, czy to na pewno bezpieczne wynieść ją tak bez zabezpieczenia. Bałam się, że jeśli wyjdzie z kieszeni, może ją spotkać coś złego. 

    Wracają jak bumerang w mojej podświadomości sprawy relacyjne. Tym razem sen wziął na tapet moją zdolność mówienia „NIE”. 

    Kiedy byłam młoda, mężczyzna, który mnie „chciał”, uchodził z automatu za księcia z bajki. Wiadomo, jak się to skończyło. Nie będę pisać o tym po raz kolejny. Skupię się na sobie z czasu, w którym śniłam ten sen. 

    Nie wiem, czy sen rozprawiał się z rzeczywistością, czy wdrażał ćwiczenia na przyszłość. 😉 

    Przez kilka miesięcy 2025 roku zdawało mi się, że przyjaźnię się z mężczyzną. Był ode mnie dwanaście lat młodszy. Spotykaliśmy się często. Łączyły nas wspólne zainteresowania. Jest przyrodnikiem i ekologiem. Przynosił zwykle ze sobą dary natury, którymi zapełniłam kuchenne szafki po brzegi. Ja odwdzięczałam się sztuką. 

    Bardzo lubiłam rozmowy z nim i wspólne wycieczki, ale nie byłam zainteresowana niczym więcej. Był dla mnie zwyczajnie… za młody. Kiedy wyobrażałam sobie siebie w przyszłości jako sześćdziesięcioletnią kobietę z czterdziestoośmioletnim mężczyzną u boku, coś kazało mi powiedzieć stanowcze NIE! 

    Niestety tej przyjaźni nie udało się ocalić. A szkoda, bo była dla mnie niezwykle cenna. 

    A ten drugi mężczyzna? Czyżby to Darek? Tego nie wiem. 

    Wiem jedno. Urodziło się we mnie coś nowego. Coś, co sprawiło, że wolę iść przez życie sama, niż z mężczyzną, który nie daje mi tyle, ile potrzebuję. 

    Poukładałam sobie życie i czuję się w nim naprawdę bezpiecznie. To moja kołdra. Otulam się moją pracą, cudownymi relacjami, moimi zwierzętami i kontaktem z naturą. Mam swoje codzienne, kojące rytuały i aktywności, które są dla mnie ważne. Odzyskałam siebie i chcę się sobą nacieszyć, ucząc się jednocześnie, jak może smakować życie. Życie w wolności, którego dotąd nie zaznałam. 

    Relacja zaczeka. 

    Na razie mówię: NIE! 

  • 58. Tort – sen o pełni. 

    3/4.01.2026 

    Zobaczyłam olbrzymie torty. Chyba dwa, ale teraz nie jestem pewna, może jeden. Były zawieszone w powietrzu. Lewitowały w chmurach. 

    Chciałam mieć taki tort. Trochę zrobiło mi się przykro, że jest daleko, a po chwili usłyszałam: 

    TO TY. 

    I przyszło olśnienie. Faktycznie. Przecież to ja. Ja jestem tortem i silne przeświadczenie, że tak jest w istocie. Że jestem tym tortem. 😉 

    Tego nie wypowiedziała żadna osoba ze snu. Byłam tam sama. 

    Później śniło mi się coś jeszcze, ale to już nie było istotne. 

    No cóż… ja się ze snami nie zamierzam spierać😍 

    Jestem TORTEM… i tyle.  

    P.s. Gorąco pozdrawiam mojego ulubionego Szamana😎 

  • 48. Nadwaga – sen o uwolnieniu od nadodpowiedzialności.

    5/6.12.2025 

    Pamiętam niewielki fragment snu. Sypialnia, łóżko pościelone, mój partner (nie mam pewności, czy to ktoś mi znany – może były mąż, ale nie jestem pewna). 

    Coś robiłam w tym pomieszczeniu, ale to chyba nie jest ważne, relacja była istotna. Czułam, że ten mężczyzna odsuwa się ode mnie, chodzi po mieszkaniu, czymś się zajmuje, nie zwraca na mnie uwagi. 

    Jednak przychodzi. Podchodzimy do łóżka, kładziemy się. Nie ma w tym jednak czułości ani miłości. Splatamy się ze sobą tak, jakbyśmy chcieli sprawdzić „dopasowanie”. Pada zdanie: „Kiedy ty jesteś za gruba, ja jestem za chudy”. Jestem zawstydzona, że tak bardzo przytyłam. We śnie jestem grubsza niż w rzeczywistości. 

    Jesteśmy ubrani i nie ma w tym, co robimy, nic erotycznego. Mimo wszystko mężczyzna ściąga spodnie, ponieważ penis nie mieści się w nich, jest duży i sztywny. Mężczyzna próbuje go ułożyć tak, aby mógł ubrać się i wyjść. 

    Wchodzi mój syn, coś zabiera i niespecjalnie dziwi go ten widok. Mnie natomiast dziwi, że mężczyzna nie czuje się skrępowany. Jestem zażenowana, że syn jest świadkiem tego gmerania w rozporku. 

    Mężczyzna ma do mnie pretensje, że spóźni się do pracy, bo tak przecież nie może wyjść. Patrzę na to wszystko trochę z boku i z niesmakiem. Wcale nie czuję się winna. Ale po głowie chodzi mi myśl, że muszę trochę schudnąć. 

    Bardzo trudno było mi podejść do przemyśleń na temat tego, co niesie w sobie ten przebogaty sen, z należytą powagą. Bo sytuacja jest absurdalna: facet się miota, ja — w absolutnym braku kontaktu — zajęta własną tuszą, jestem lekko zażenowana i delikatnie zawstydzona. Ot, chleb powszedni 😉. 

    Tyle że naprawdę był to chleb powszedni. Mój syn przez całe swoje życie obserwował, jak byłam obwiniana za wszystkie pomyłki, niedociągnięcia, chybione pomysły i inwestycje jego ojca. To ja brałam na siebie odpowiedzialność, wszystkie pretensje i co najważniejsze, konsekwencje nie swoich błędów. 

    W tym śnie zachowałam się inaczej niż kiedyś w rzeczywistości. 

    Teraz zasady mam inne:

    Twój penis — twój problem. 

    Ja skupię się na moich kilogramach. 

  • 46. Wystarczy, że jesteś – sen o tym, co się w ogóle nie liczy. 

    23/24.11.2025 

    Leżałam w łóżku. Przebudziło mnie coś. Leżałam, patrząc w ścianę przed sobą. Nagle do mojego łóżka, jakby nigdy nic, wszedł mój były mąż, położył się za mną i objął mnie. Udawałam, że śpię. Tak jakbym chciała dać sobie czas na przemyślenie tego, co się właśnie dzieje. Bo wszedł jak do siebie. Zastanawiałam się, czy jest tak bezczelny, czy może aż tak zaburzony, że nie widzi, że to niedopuszczalne. Byłam spokojna. 

    Kiedy domyśliłam się, że niczego nie wymyślę, „obudziłam się” i zapytałam, czy pokłócił się z kobietą, z którą mieszka. Powiedział, że tak i że wszedł, bo drzwi nie były zamknięte na klucz. 

    Poszłam do syna i powiedziałam mu, jakie były konsekwencje jego zaniedbania (niezamknięcia drzwi na noc). Przyszedł do ojca i nie podał mu ręki na powitanie. Był dumny z siebie, że tego nie zrobił. Zastanawiałam się, czy były mąż sam sobie pójdzie, czy będę musiała coś z tym zrobić. Zostawiłam to chyba, bo pobył jeszcze chwilę w tym śnie, ale był już raczej tłem. 

    Przyjechała jakaś rodzina (nie z realnego życia). Kilka osób przyjechało do moich rodziców, ale nie było dla nich obiadu, więc poszłam do kuchni (zwykle przejmowałam od dziesiątego roku życia obowiązki mojej matki). Był tam straszny bałagan. Nic nie leżało na swoim miejscu, nie mogłam nawet znaleźć garnka. Miałam ugotować ziemniaki i jakiś sos do pieczeni, która stała przygotowana już na blacie. Nie znalazłam ziemniaków, ale znalazłam dużo paczek z kaszą gryczaną. Wróciłam do gości i zapytałam, czy kasza jest opcją, którą wszyscy zaaprobują. Wszyscy byli chętni. 

    Był tam też młody mężczyzna, który był dla mnie szczególnie miły. Zaproponował mi pomoc. Zgodziłam się. Kiedy wracaliśmy do kuchni, zaczepiła mnie ciotka i powiedziała, że to najlepszy wybór, bo to bardzo dobry, ciepły człowiek z poczuciem humoru. Że wszyscy go lubią, że będzie dla mnie dobry i że ma 49 lat. Zdziwiłam się, bo wyglądał bardzo młodo. W dodatku ciotka wciskała mi kuzyna w pierwszej linii! 

    W kuchni zabrałam się za mycie garnka, który udało mi się znaleźć. Odkręciłam kran, ale słyszałam, że woda nie leje się do rur. Zajrzałam pod zlew. Okazało się, że to była pralka, nie zlew, i że rury nie są podłączone. Woda płynęła na podłogę. Była czysta. Zakręciłam kran. 

    Nad „zlewem” wisiało lustro. Zobaczyłam swoje odbicie. Miałam idiotycznie spięte włosy. W pierwszej chwili wystraszyłam się, że mam łysy pasek przebiegający przez środek głowy, od czoła do czubka, ale przyjrzałam się dokładnie. Włosy były spięte i przylegały w tym miejscu bardzo ściśle. 

    Odwróciłam się do kuzyna i zapytałam, czy nie przeszkadza mu to, że wyglądam śmiesznie. Powiedział, że nie i że to się w ogóle nie liczy. 

    Ten sen przypomniał mi o konkretnym doświadczeniu sprzed kilku miesięcy.  

    Darek przed dłuższym wyjazdem chciał mnie odwiedzić, żeby się pożegnać. Powiedziałam, że bardzo bym chciała, ale będę się czuła bardzo niezręcznie. Bo po dziesięciu godzinach pracy będę bardzo zmęczona i nie będę “ani wyglądać, ani ogarniać”. Odpisał mi, że kocha i akceptuje mnie taką jaka jestem.  Że nie ma znaczenia czy “wyglądam”, ani czy “ogarniam”, wystarczy, że jestem.  

    To było najpiękniejsze z naszych spotkań. 

    Dla mnie to niezwykłe doświadczenie. Po dziesięcioleciach zasługiwania na miłość, po raz pierwszy usłyszałam, że: “wystarczy, że JESTEM”.  

    Nie musiałam, być tą która ogarnia, gotuje, sprząta, ratuje ludzi i sytuacje i przy tym nieskazitelnie wygląda.  

    Mogłam nareszcie, choć na chwilę zdjąć zbroję.  

    Miałam prawo być zmęczona, nieuczesana – niedoskonała.  

    Bo to się w ogóle nie liczy. 

    Przecież, wystarczy, że jestem 🤗 

  • 45. Rób wszystko po swojemu – sen o tym, że nie trzeba idealnie. 

    22/23.11.2025  

    Dwa sny tej nocy.  

    Sen pierwszy. Niczego nie pamiętam, wiem, że dotyczył pracy. Przebudziłam się ze zdaniem: „rób wszystko po swojemu” (i zazwyczaj tak właśnie w pracy robię😉)  

    Sen drugi. Byłam w domu (nie z realnego życia). Był tam też mój brat, przekonywał mnie, że powinien ze mną zamieszkać, ale na szczęście nie nalegał (wczoraj wieczorem spotkałam na klatce sąsiada chorego na schizofrenię, wystraszył mnie trochę, bardzo źle funkcjonuje, często trafia do szpitala. Mój brat też jest chory na schizofrenię, ale choroba mojego brata jest pod kontrolą i ma łagodniejszy przebieg).  

    Pisałam jakiś wpis na bloga, o tematyce wychowawczo-dydaktycznej, dołączyłam tam listę dzieci, których to dotyczyło. Niechcący kliknęłam coś, co spowodowało, że opublikowałam ten wpis, a nazwiska dzieci pojawiły się w miejscu, które było przeznaczone dla autora. Wystraszyłam się, bo nie miałam zgody rodziców na użycie danych osobowych dzieci. (w realu również coś piszę i dotyczy to dzieci, nie mam jeszcze fizycznie wszystkich zgód rodziców, dzisiaj muszę o to zadbać). Próbowałam to odkręcić, ale nigdzie nie znalazłam napisu “edycja”.  

    Odeszłam od komputera, żeby skupić się na bracie. Nagle zaaferowany pokazał mi, że na ścianie porusza się malutki świetlisty punkt. Powiedział, że to starlinki. Mówił, że są prawdziwe, nie urojone. Przyglądałam się ze spokojem, ale zaciekawiona. Chciałam wiedzieć skąd się to wzięło. Po chwili zaczęły się pojawiać inne obrazy jak wyskakujące okna w komputerze. Domyśliłam się, że to mój komputer odbija obraz na ścianie.  

    Nagle usłyszałam głos Darka mówiący coś o komputerach, coś bardzo technicznego i obraz jakichś płytek z układów scalonych. Powiedziałam zdziwiona „O! To Darek”. (Zdarzało się w realu, że bywał zapraszany do radia lub telewizji regionalnej jako ekspert w swojej dziedzinie). Pojawiła się twarz. Nie była to jednak twarz Darka, choć fryzura i broda w tym samym stylu, z tym, że jaśniejsze. 

    Poszłam piętro wyżej. Tam czekała na mnie matka mojego zawodowego dziecka (zostałyśmy bardzo dobrymi koleżankami w realu). Przyszli na umówioną godzinę, ale nie ja, tylko ona pokazała synowi, co ma robić, mnie pytała tylko o instrukcje.  

    Powiedziałam, że jeśli jej tak dobrze poszło (malowali coś na koszulce 😉) to powinna to teraz wyprasować. Poszłam po żelazko. Wracając na górę spotkałam syna. Miał na oko 10 lat. Był z przyjacielem. Bardzo mnie zagadywali a ja chciałam koniecznie do toalety. Zobaczyłam, że mam spodnie opuszczone do połowy uda. Na szczęście długą koszulę, która mnie okrywała. Problem w tym, że zrobiłam kupę🫣. I stałam tak naprzeciw nich z brudnymi pośladkami rozmawiając jakby nigdy nic. Kiedy tylko udało mi się ich zbyć wyczyściłam się mokrymi chusteczkami, założyłam spodnie i zaniosłam żelazko czekającej na mnie mamie ucznia.  

    W domu było czysto, ale fotel, który rozłożyłyśmy, żeby powstała deska do prasowania był cały w trocinach. Czyściłam go. Kiedy wszystko było przygotowane do prasowania zostawiłam ją z tym i poszłam na dół. Tam ktoś poprosił mnie o kakao (zwykle robię je moim zawodowym dzieciom). Tym razem przyniosłam mleko, kakao i czajnik. Chciałam, żeby sami sobie je przygotowali, ale czegoś brakowało, może kubków a może czegoś innego.  

    Szłam z moimi zawodowymi dziećmi ulicą. Było bardzo dużo ludzi. Szliśmy i wesoło nuciliśmy jakąś kolędę. Nagle zatrzymała mnie jakaś kobieta. Chwyciła mnie za głowę z tyłu po lewej stronie, wyczuła jakiś guzek i trzymała mi dłoń w tym miejscu przez dłuższą chwilę. Jakby chciała mnie uleczyć. Podziękowałam jej najpiękniej jak umiałam, chciałam jej zapłacić, tyle że nie miałam pieniędzy. Pomyślałam, że jej chociaż zaśpiewamy. Usiedliśmy na czym się dało, ja na wysokim krawężniku i nuciliśmy. Jedna z dziewczynek na regale z książkami, który stał na ulicy obok kobiety postawiła telefon włączyła tę samą kolędę i zaczęła śpiewać po angielsku, my nuciłyśmy dalej. Kobieta podziękowała nam, ale powiedziała, że telefon był za głośno.  

    Odprowadziła nas kawałek. Rozmawiałyśmy o reakcjach ludzi na jej pomoc. Jakaś kobieta zareagowała podobno histerycznym śmiechem i krzykami, kiedy usłyszała, że leczy ludzi z miłości. Byłam zdziwiona taką reakcją, jak można nie wiedzieć, że wypełnia nas miłość i wszystko co robimy powinniśmy robić z miłości.  

    Ten sen pokazał mi, że zawsze chciałam perfekcyjnie. Tak, żeby nie narazić się na krytykę, żeby niczego nie zaniedbać, bo jeśli ktoś zauważy, że idealnie nie jest to…

    No właśnie co? Nic przecież nie wybuchnie.  

    A dobro którego doświadczamy? No cóż… jeśli nie masz się czym odwdzięczyć za bezinteresowne dobro, nie szkodzi. Przecież było bezinteresowne. Podziękuj najpiękniej jak potrafisz i ponieś to dobro dalej. Bądź bezinteresownie dobry dla kogoś innego. Może teraz inna osoba bardziej potrzebuje twojego serca. 

    A jak życie się zesra. Bo czasem się zesra. Nie przejmuj się, wytrzyj tyłek i rób swoje.  

    Rób po swojemu.  

    Z miłością.