W Cieniu Kruka

To opowieść o drodze. O życiu w przetrwaniu, o pęknięciach i stratach. O wychodzeniu w światło — przez transformację i integrację. To nie jest historia wzniosła ani romantyczna. Jest zwyczajnie prawdziwa: czasem jak grzmot, a czasem… tylko chichot losu. Mam nadzieję, że w tym wypadku cień skrzydeł kruka przyniesie komuś nadzieję.

57. Okno – sen z widokiem na nową relację. 

2/3.01.2026 

W moim domu trwał remont. Sama wykonywałam większość prac. 

Byłam na klatce schodowej, wchodziłam z kimś na górę. Usłyszałyśmy kaszel wsteczny psa. Osoba, z którą szłam, powiedziała, że to na pewno moja suczka i że jest już stara. To jednak nie był mój pies. To był pies sąsiadów (w realu nie utrzymujemy kontaktów). Byli bardzo zmartwieni, myśleli, że psu coś dolega. Uspokoiłam ich i pokazałam im technikę, która pozwala zakończyć taki „kaszel”. 

Sąsiad (w realu nie odpowiada nawet na dzień dobry) wyciągnął w moim kierunku paczkę chipsów. Chciałam wziąć ją do ręki, poczęstować się i oddać paczkę, ale mi ją wyszarpał. Nie chciał jej wypuścić z rąk. Podziękowałam. I tak nie chciałam chipsów. 

Nagle zmieniłam kierunek i poszłam z nimi na zewnątrz. Szliśmy osiedlem, było tam dużo dziesięciopiętrowych bloków z płyty. Było już widać moje mieszkanie, usytuowane na siódmym lub ósmym piętrze jednego z bloków. Mój partner kładł zaprawę wokół świeżo zamontowanego okna. Trochę mnie zdziwiło, że chce i potrafi. 

Żeby dojść do mojego mieszkania, musiałam przejść duży rów lub niewielką rzeczkę. Zwykle wybierałam drogę „pod spodem” nasypu, po którym szliśmy, przez tunel albo rurę. Miałam ze sobą torbę lub plecak, więc nie było szans, że się zmieszczę. Pożegnałam się z towarzyszami i poszłam dłuższą drogą. 

Przeszłam przez nasyp i znalazłam się na asfaltowej drodze. Szłam po niej, chociaż chodnik był po drugiej stronie, wystarczyło przejść. Weszłam do jakiegoś budynku, nie wiem po co, ale to był rodzaj przystanku w drodze. 

Tam podszedł do mnie mężczyzna. Był mną bardzo zainteresowany. Wyśmiałam go wręcz, bo różnica wieku była znacząca. On był bardzo młody. Powiedział, że mój wygląd wprowadza w błąd, i poszedł sobie. 

Przyszła kobieta i przekazała mi klucz od mojego partnera. Mieszkanie było świeżo wynajęte i nie miałam do niego kluczy. Poza kluczem otrzymałam kilka plastikowych zawieszek. Zastanawiałam się, po co ich tyle do jednego klucza, ale przyjęłam je. 

Idąc, zastanawiałam się, dlaczego tylko jeden klucz. Potrzebuję jeszcze klucza do drzwi klatki schodowej. Mój partner zobaczył mnie chyba z góry, bo drzwi się otworzyły. 

Mieszkanie było bardzo stare. Takie trochę zabytkowe, w stylu starej kamienicy. Okno, które wstawiliśmy, też było w starym stylu, ale „nowe”, białe, drewniane, duże i solidne. Poza nami mieszkała tam starsza pani, właścicielka. 

Zobaczyłam dużą donicę z geranium. Teraz nie ma już takich kwiatów, były „modne” dziesiątki lat temu. Chciałam poczuć zapach. Zerwałam kilka listków i roztarłam je w dłoniach. Nikły zapach. Jakby wypłowiały ze starości. Włożyłam liście do ust i żułam, też nie poczułam wiele. Byłam rozczarowana. 

Weszłam do kuchni i zobaczyłam skrzydło niewielkiego ptaka, jasnobrązowe. Wisiało nad kuchnią, służyło za rodzaj miotełki. 

Leżały tam dwie siekiery. Zawieszałam je na ścianie jak ozdoby. Były w pewien surowy sposób ładne. Powiesiłam je blisko kuchni, żeby nie trzeba ich było szukać kiedy zechcemy pociąć drewno do rozpalenia ognia pod kuchnią. 

Kontynuowaliśmy remont. Kładliśmy zaprawę na ścianach i kominie, ale na zewnątrz. Nie był to już blok, ale duży dom. Ściany były solidne, ale zniszczone. Świeży tynk odwarstwiał poprzedni i powstawały „bąble”. Bałam się, że wszystko się odklei. Mówiłam, że ten stary tynk będzie trzeba najpierw usunąć, ale większość pracy była już wykonana, więc trzeba by pracować od nowa. Mój partner nie był zachwycony. 

Byłam w domu. Karmiłam zwierzęta jakąś papką z kurczaka. Nie chciały jeść. W miskach było jeszcze poprzednie papkowate jedzenie. Nie były zainteresowane. 

Na drzewach za oknem widziałam ptaki, takie jakie zwykle widzę w realu: gawrony i kawki. Normalny, codzienny widok. 

Kiedy odzyskałam wewnętrzny spokój, coraz częściej myślałam o relacji. Nowej relacji z mężczyzną, z którym da się budować. 

Ten sen pokazał mi, że jeszcze nie czas. Że mam jeszcze trochę do zrobienia. Kilka starych wzorców do przepracowania i zobaczenia tego w sobie co, głęboko ukryte.  

Bo nie da się budować zdrowej relacji na niezdrowych fundamentach.  

Dziś dotarłam już do źródeł moich przekonań i wiem, przed czym ten sen mnie ostrzegał. 

Na szczęście go posłuchałam.

Komentarze

Dodaj komentarz