W Cieniu Kruka

To opowieść o drodze. O życiu w przetrwaniu, o pęknięciach i stratach. O wychodzeniu w światło — przez transformację i integrację. To nie jest historia wzniosła ani romantyczna. Jest zwyczajnie prawdziwa: czasem jak grzmot, a czasem… tylko chichot losu. Mam nadzieję, że w tym wypadku cień skrzydeł kruka przyniesie komuś nadzieję.

64. 1. Trzy oblicza mocy. Wspierające męskie dłonie – sen o nowej jakości relacji. 

31.01/1.02.2026  

Tej nocy sen był wyjątkowy. Nie wiem, czy to dlatego, że pełnia spotęgowała to, co sen chciał mi powiedzieć, czy może byłam gotowa zobaczyć więcej. Sen był długi, bardzo wyrazisty i podzielony na trzy sceny. A każda z nich niosła naprawdę mocny przekaz. Dlatego podzielę go na trzy wpisy.  

 
Scena pierwsza.

Weszłam z przyjaciółką do restauracji, była schludna, nowoczesny wystrój, bardzo wysoka i przestronna. Solidne nowocześnie wykonane drewniane meble, naprawdę dobry design. Bardzo eleganckie miejsce.  

Weszłyśmy tam, bo bardzo mi się to miejsce spodobało. Ludzi nie było wiele, usiadłyśmy przy stoliku. Jacyś mężczyźni siedzieli nieopodal, spodobał mi się jeden z nich, ale rzuciłam tylko okiem, później nie zwracałam na niego uwagi.  

Podeszła kelnerka, nalewała coś do kieliszków, nie miałam swojego, mimo wszystko pochyliła butelkę i zaczęła nalewać tak jakby kieliszek tam był. Zachowywała się jakby przydział był dla każdego, czy jest przygotowany, czy nie.  

Nagle pojawił się właśnie ten mężczyzna i błyskawicznie podstawił swoje dłonie pod butelkę, po czym przeniósł to,  co nalała  kelnerka, do swojego kieliszka niskiego i szerokiego. Wyglądało to jak surowe jajko tylko że białko było bardziej wodniste. Mężczyzna podał mi kieliszek, byłam bardzo wdzięczna i pomyślałam, że on jest TYM właściwym. 

Kiedyś mężczyzna w typie Jamesa Deana pociągał mnie bardziej niż jakikolwiek inny. Był w takim człowieku rodzaj tajemniczego magnetyzmu. To ktoś, kto nosi w sobie tajemnicę, którą chcesz rozwikłać. Ktoś, kto nie mówi wprost, musisz się domyślać, czytać między wierszami, być w ciągłej gotowości. Stale analizujesz zachowania, wciąż tłumaczysz go przeżytymi traumami, trudnym dzieciństwem, brakiem zdrowych wzorców. Za takiego mężczyznę ciągle coś trzeba robić. Bo tak naprawdę jest to zagubiony chłopiec, który nigdy nie dorósł. Dla kobiety wychowanej w domu dysfunkcyjnym jest to atrakcyjne, ponieważ jest znane. Nieprzewidywalność, ciągła walka o przetrwanie, utrzymanie rodziny czy związku w całości to chleb powszedni. Uratuję, naprawię, uleczę, ukoję, poniosę za dwoje… 

Ten sen pokazał mi, że już nie chcę ratować. Chcę i potrzebuję innej jakości w relacji. Potrzebuję mężczyzny, który wspiera. Partnera, który widzi czego potrzebuję i w bardzo praktyczny sposób, który nie odbiera mi godności na moją potrzebę reaguje.  

Po tym właśnie poznam, że TO TEN. Po tym, że zrobi to, co trzeba.  

Tak zwyczajnie, po prostu. 

Komentarze

Dodaj komentarz