
17/18.11.2025
Na placu przed moją kamienicą, na ławkach, trwała jakaś masowa impreza alkoholowa. Ludzie darli się i śpiewali pijackie piosenki. Kiedy wszystko się uspokoiło, zeszłam na dół. Byłam z kimś, komu tłumaczyłam, dlaczego alkohol jest zły. Pokazywałam sterty zużytych butelek, korków i zakrętek. Na jednej ławce leżały poukładane w równiutkie stosy pozostałości tego typu.
Usiadła wśród nich osoba, która była moją sąsiadką. Chyba była z dzieckiem – chłopcem, któremu tłumaczyłam, że te hałasy i krzyki, których tak się bał, były powodowane płynem z tych wszystkich naczyń. Stały tam nie tylko butelki, ale też misy, flakony, słoje i wazony. Niektóre były naprawdę ładne, wszystkie z przezroczystego szkła. Rozważałam nawet zabranie któregoś do domu, ale trochę mnie brzydziło, że ktoś już z niego korzystał, i nie miałam zaufania do tego kogoś.
Wróciłam do domu. Przez drzwi balkonowe do mieszkania zaglądał koń. Przytulał głowę do szyby, tak jakby chciał, żebym go wpuściła do środka. Ogromny, kary, przepiękny. Wstałam, bo siedziałam na podłodze, i chciałam mu się lepiej przyjrzeć, ale chyba odbiegł. Nie mam pewności. Za oknem była olbrzymia, soczyście zielona łąka. Możliwe, że były tam też inne konie, ale nie pamiętam, czy je widziałam, czy tylko przypuszczałam, że tak jest.
Przyszedł Darek. Zaprosiłam go do środka, posadziłam przy niedużym okrągłym stole. Była tam też moja przyjaciółka. Zaczęliśmy rozmawiać, ale nie tak jak zwykle. Obecność przyjaciółki tworzyła lekki dystans.
Przyszła nagle sąsiadka, młoda dziewczyna. Koniecznie chciała mi pokazać swój pokój. Nie znałam jej, zdziwiło mnie więc, że chce ode mnie rady. Odmówiłam, bo bałam się, że kiedy mnie nie będzie, Darek sobie pójdzie. Ale nalegała. Zgodziłam się w końcu, zaznaczając, że tylko na chwilę.
Zeszłyśmy schodami w dół. Powiedziała, że mieszka na drugim piętrze i że chodzi jej głównie o pianino. Powiedziałam, że nie znam się na pianinach, nigdy nie grałam, ale mój gość – miałam na myśli Darka – gra. Co prawda nie zawodowo, ale potrafi. (W realnym życiu mam pianino w domu. Mój były mąż jest niepraktykującym od dziesięcioleci pianistą, mój syn też potrafi grać, ale jest skrzypkiem. Darek nie jest muzykiem).
Ale nie chciała rady od niego.
Weszłyśmy do jej pokoju. Kanapa i fotel były z weluru w kolorze zielonym, ale w takim ciepłym odcieniu. Panował tam porządek, ale na oparciu kanapy zauważyłam trochę kurzu. Tak naprawdę dziewczyna chciała wiedzieć, gdzie postawić pianino, które lada dzień miała otrzymać. Pokazałam jej miejsce, w którym wyglądałoby najlepiej, pożegnałam się i pobiegłam na górę.
Kiedy weszłam do mieszkania, Darka nie było przy stole. Spojrzałam na przyjaciółkę pytająco. Powiedziała, że jest zmęczony i poszedł do sypialni.
Leżał przy krawędzi łóżka, z nogami na podłodze, tak jakby usiadł najpierw, a potem przechylił się do tyłu. Miał zamknięte oczy. Usiadłam albo może położyłam się obok. Otworzył oczy i zapytał, czy może się położyć. Zgodziłam się.
Kiedy przesuwał się w stronę poduszek, zaczęłam się wygłupiać. Mówiłam jakieś niewyszukane głupoty, na przykład, że łóżko lubi puszczać bąki, kiedy ktoś się w nim porusza. I było tak zwyczajnie.
(Nigdy w realu nie znaleźliśmy się w takiej sytuacji. Nigdy nie zaprosiłam Darka do domu. Spotykaliśmy się w mojej lub jego firmie lub spacerowaliśmy. Zawsze w pozycji wertykalnej, w bliskości, z czułością i szacunkiem, ale nigdy w takim „rozbebłaniu” i rozchichotaniu).
A jednak pomimo tego „luzu” bałam się, że zaraz wstanie i sobie pójdzie.
Ten sen pokazał mi, że nawet jeśli doświadczę zwyczajnej, czułej, bezpiecznej, pełnej szacunku bliskości nie opuści mnie lęk, dopóki nie uporządkuję swojego “relacyjnego pokoju”.
Przez całe życie bałam się bardzo, choć był to lęk nie w pełni uświadomiony.
Nosiłam w sobie przekonanie, że jeśli ktoś mnie naprawdę pokocha będzie musiał odejść.
Dlatego wybierałam partnerów niedostępnych emocjonalnie, biernych i wymagających opieki. Takie relacje, w których mogłam wejść w znaną mi rolę ratownika, opiekuna, matki. Tak było bezpieczniej, ponieważ prawdziwa bliskość była obarczona ogromnym ryzykiem.
Dziś, kiedy przeszłam już przez wszystkie pokoje mojej starej szkoły, zeszłam do najgłębszych, najciemniejszych miejsc i poznałam źródło swoich lęków. Uzyskałam nareszcie odpowiedź, na pytanie które zadawałam sobie przez lata:
DLACZEGO?
Dziś mój pokój jest już umeblowany.
Pianino stoi we właściwym miejscu i jeśli pojawi się relacja będę mogła powiedzieć:
Wszystko GRA


