
29/30.12.2025
Byłam w domu moich pradziadków, to był dom mojego wczesnego dzieciństwa. Nie byłam w środku, byłam na podwórzu.
Nie pamiętam, w jakim celu szłam przez ogród lub łąkę w stronę drogi. Minęłam jakiegoś mężczyznę, był to chyba mój rówieśnik, znajomy z dzieciństwa. Zamieniłam z nim kilka słów, ale nie wiem, czego dotyczyła rozmowa. Mam silne przekonanie, że go nie lubiłam.
Chciałam pobiegać. To dziwne, bo bardzo nie lubię biegać. We śnie też to chyba poczułam, bo zamiast obiec okolicę drogą, zobaczyłam skrót i zapragnęłam z niego skorzystać. Nie wiem, czy taki skrót istniał w realu. Chyba nie, bo stały tam zawsze jakieś budynki, a tu ścieżka prowadziła wprost z drogi, z górki, przez łąkę, prosto do uliczki, przy której stał dom pradziadków.
Po mojej lewej stronie widziałam jakieś budynki. Wyglądały jak niewielkie, zamknięte osiedle apartamentowców. Znajdowałam się na terenie przynależącym do tego osiedla. Ścieżka była kręta, wydeptana w wysokiej zielonej trawie. Był piękny letni wieczór.
Zauważyłam, że ścieżka kończy się olbrzymią metalową bramą, wykonaną ze zdobionych sztachet. Nie byłam pewna, czy przejdę. Postanowiłam spróbować. Pobiegłam tym skrótem.
Wielka, na jakieś pięć metrów wysokości, ciężka metalowa furta była zamknięta. Nie było klamki, ale wystawał z zamka gruby, również metalowy, kwadratowy bolec, który przekręciłam bez najmniejszego wysiłku.
Po drugiej stronie stała kobieta. Niosła torby z zakupami. Zapytała mnie, co tu robię. Zamiast się tłumaczyć, powiedziałam jej, że ostatni raz byłam tu jakieś czterdzieści lat temu, że niewiele się tu zmieniło. Zapytała mnie o rodziców i o to, gdzie teraz mieszkam. Wymieniłam nazwę mojego miasta, ale podałam też nazwy dwóch innych. Nie wiem, czy kłamałam, czy we śnie faktycznie również tam mieszkałam.
Koniecznie chciała wpaść na kawę. Pojawił się też jakiś mężczyzna (jej partner?).
Szliśmy do domu moich pradziadków. Na budynku po drodze był wielki mural. Nie pamiętam, co przedstawiał, był chyba abstrakcyjny. Powiedziałam, że wykonał go mój ojciec. Wtedy dopiero kobieta zrozumiała, kim jestem, ale nie pamiętała mnie jako dziecka.
Otworzyłam drzwi do domu pradziadków i zrozumiałam, że muszę przełożyć tę wizytę, ponieważ moi pradziadkowie są w agonalnym stanie. Leżeli w łóżkach, każde w swoim. Nie było już z nimi kontaktu. Pożegnałam się więc z tymi spotkanymi po drodze ludźmi i weszłam do środka.
Pradziadkowie zniknęli. Ich pokój zamienił się w plan filmowy. Był tam mój partner (nie wiem, kto to był), a ja byłam reżyserem.
Chciałam udowodnić wszystkim, że mój związek jest stabilny. Chyba czułam we śnie, że wcale tak nie jest. Reżyserowałam scenę, w której tańczyliśmy (jakiś taniec nowoczesny) w trójkę razem z choreografką, która miała nas wspierać. W czasie tańca okazało się, że „chemia” jest między nimi, a nie między mną i moim partnerem.
Wycofałam się i weszłam tylko w rolę reżysera. Miałam świadomość, że cały świat widział tę scenę, bo film leciał „na żywo”, ale nie byłam zdruzgotana czy zawstydzona. Czułam się raczej rozczarowana.
We śnie miałam silne przeświadczenie, że jestem w tym miasteczku tylko gościem, że jedynie odwiedzam miejsce, w którym mieszkałam jako dziecko.
W tamtym czasie (w dzieciństwie) czułam się kimś gorszym od innych. Teraz, we śnie, byłam sobą i odczuwałam dokładnie tę wielką różnicę. Nie byłam dumna, nic z tych rzeczy. Byłam po prostu pewna siebie i miałam tego świadomość.
Ten sen zakończył moją potrzebę “mieszkania w dzieciństwie”. Pokazał mi, że dawno już wyrosłam z moich dziecięcych kompleksów. Nie czuję się gorsza od innych. Nie czuję się też lepsza. Czuję się po prostu SOBĄ.
Dlatego mogę już odwiedzać to miejsce bez lęku czy smutku. Mój ojciec jest już tylko obrazem w mojej historii i nie czuję ciężaru wracając wspomnieniami do tego domu. Wczesne dzieciństwo mam już poukładane. Później, za prawie pół roku, moje sny przeczołgają mnie jeszcze przez jedno naprawdę traumatyczne wydarzenie, ale ten etap mam za sobą.
A pewność siebie, którą zyskałam po drodze pozwala mi patrzeć z innego miejsca na ewentualną zdradę.
Kiedy zdradził mnie mąż myślałam “w czym ona jest lepsza?”, “co ze mną nie tak?”, “czy jestem aż tak beznadziejna?”.
Dziś wiem, że zadawałam niewłaściwe pytania.
Mam ochotę (nawiązując do książki Katarzyny Miller) kupić kochance męża kwiaty i pięknie jej podziękować za to, że pokazała mi, kim ten człowiek naprawdę jest.
A nie jest ani zły, ani dobry. On jest zwyczajnie NIE DLA MNIE.




