W Cieniu Kruka

To opowieść o drodze. O życiu w przetrwaniu, o pęknięciach i stratach. O wychodzeniu w światło — przez transformację i integrację. To nie jest historia wzniosła ani romantyczna. Jest zwyczajnie prawdziwa: czasem jak grzmot, a czasem… tylko chichot losu. Mam nadzieję, że w tym wypadku cień skrzydeł kruka przyniesie komuś nadzieję.

Tag: sen mapa

  • 37. Sen – Mapa drogi do… ściany. 

    Tej nocy miałam dwa sny, ten drugi wydał mi się ważniejszy, bo dostałam w nim wszystko co najpiękniejsze, ale ten pierwszy był równie ważny. Bo gdyby nie on nigdy nie odnalazłabym tego co znajdę w pełni już za chwilę. Dostałam mapę, dziś z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że jest to mapa bardzo precyzyjna. Każdym ważniejszym odcinkiem zamierzam się z Wami podzielić.  

    10 / 11.11.2025 

    Pierwszy sen tej nocy. Śniło mi się, że któraś z matek moich zawodowych dzieci, zabrała mnie w podróż motorem, ale takim dziwnym, który miał zdolność do przenikania przez przedmioty, które stawały mu na drodze. Jechałyśmy przez las i przejeżdżałyśmy przez budynki, przenikałyśmy przez nie i przez drzewa większe. Nie przeszkadzało nam nic w drodze, jechałyśmy po prostu prosto. Droga była przepiękna, uwielbiam las. Dojechałyśmy do miejsca, gdzie stała opuszczona szkoła. Wtedy matka i motor zniknęły. Pojawił się natomiast jakiś mężczyzna i dziecko, nie wiem jakiej płci. Byliśmy chyba nastolatkami i postanowiliśmy odnaleźć coś w tej starej szkole, ale za żadne skarby nie wiem o co chodziło i czego szukaliśmy. Szliśmy przez opuszczone pomieszczenia. Szkoła była trochę dziwnie zbudowana, w moich snach, jeżeli pojawiają się budynki, często są zbudowane w pewnym sensie szeregowo, ale tak jakby poszczególne pomieszczenia były zazębione o siebie i w ten sposób tworzą nie konkretny sześcian, tylko zbiór poszczególnych pomieszczeń połączonych ze sobą rogami, tak trochę boczkiem. Szliśmy przez taki rodzaj budynku, przemieszczaliśmy się z pokoju do pokoju, wszystkie były opuszczone, stare, zniszczone. Doszliśmy do jednego, w którym z sufitu zwisały dysze prysznicowe, żeby wejść do tego pokoju musieliśmy zniszczyć zamek w drzwiach. Ten zamek to było takie małe pokrętło, jak w drzwiach w łodzi podwodnej, tylko malutkie. W momencie, kiedy zniszczyliśmy ten zamek, woda pryszniców zaczęła płynąć. Czysta, przejrzysta woda, nie wiem czy ciepła, czy zimna. Trochę wystraszyliśmy się tego, że zniszczyliśmy zamek, więc próbowaliśmy to jakoś zakręcić, ale nie udało się nam. Usłyszeliśmy kroki, to był jakiś mężczyzna, wyglądał jak konserwator, jak ktoś, kto się opiekuje technicznie budynkiem. On to naprawił, widzieliśmy go z oddali. Poszliśmy dalej szukając tego czegoś. Doszliśmy do ostatniego pokoju. Był ciemny, nic tam więcej nie było i byliśmy zdziwieni, że jak to? Że to już koniec? Że tam już nic więcej nie ma? Że po prostu ściana, że nie da się iść dalej? 

    Niemal miesiąc temu doszłam do ściany, ale żeby przy niej stanąć przeszłam nierzadko bardzo bolesną drogę odwiedzając po kolei wszystkie pokoje mojej starej “szkoły”. Przeszłam w końcu przez wodę. Dotarcie do tego pokoju najgłębiej we mnie ukrytego najdrożej mnie kosztowało. Było warto, bo stoję przy ścianie i pytam dzisiaj “Ale że jak? Serio? To już koniec?” 

    Koniec. 

    Nie muszę już szukać. Teraz zamierzam doświadczać 😎