W Cieniu Kruka

To opowieść o drodze. O życiu w przetrwaniu, o pęknięciach i stratach. O wychodzeniu w światło — przez transformację i integrację. To nie jest historia wzniosła ani romantyczna. Jest zwyczajnie prawdziwa: czasem jak grzmot, a czasem… tylko chichot losu. Mam nadzieję, że w tym wypadku cień skrzydeł kruka przyniesie komuś nadzieję.

Tag: schematy relacyjne

  • 43. Gdzie postawić pianino? – sen o przygotowaniu miejsca na miłość. 

    17/18.11.2025 

    Na placu przed moją kamienicą, na ławkach, trwała jakaś masowa impreza alkoholowa. Ludzie darli się i śpiewali pijackie piosenki. Kiedy wszystko się uspokoiło, zeszłam na dół. Byłam z kimś, komu tłumaczyłam, dlaczego alkohol jest zły. Pokazywałam sterty zużytych butelek, korków i zakrętek. Na jednej ławce leżały poukładane w równiutkie stosy pozostałości tego typu. 

    Usiadła wśród nich osoba, która była moją sąsiadką. Chyba była z dzieckiem – chłopcem, któremu tłumaczyłam, że te hałasy i krzyki, których tak się bał, były powodowane płynem z tych wszystkich naczyń. Stały tam nie tylko butelki, ale też misy, flakony, słoje i wazony. Niektóre były naprawdę ładne, wszystkie z przezroczystego szkła. Rozważałam nawet zabranie któregoś do domu, ale trochę mnie brzydziło, że ktoś już z niego korzystał, i nie miałam zaufania do tego kogoś. 

    Wróciłam do domu. Przez drzwi balkonowe do mieszkania zaglądał koń. Przytulał głowę do szyby, tak jakby chciał, żebym go wpuściła do środka. Ogromny, kary, przepiękny. Wstałam, bo siedziałam na podłodze, i chciałam mu się lepiej przyjrzeć, ale chyba odbiegł. Nie mam pewności. Za oknem była olbrzymia, soczyście zielona łąka. Możliwe, że były tam też inne konie, ale nie pamiętam, czy je widziałam, czy tylko przypuszczałam, że tak jest. 

    Przyszedł Darek. Zaprosiłam go do środka, posadziłam przy niedużym okrągłym stole. Była tam też moja przyjaciółka. Zaczęliśmy rozmawiać, ale nie tak jak zwykle. Obecność przyjaciółki tworzyła lekki dystans. 

    Przyszła nagle sąsiadka, młoda dziewczyna. Koniecznie chciała mi pokazać swój pokój. Nie znałam jej, zdziwiło mnie więc, że chce ode mnie rady. Odmówiłam, bo bałam się, że kiedy mnie nie będzie, Darek sobie pójdzie. Ale nalegała. Zgodziłam się w końcu, zaznaczając, że tylko na chwilę. 

    Zeszłyśmy schodami w dół. Powiedziała, że mieszka na drugim piętrze i że chodzi jej głównie o pianino. Powiedziałam, że nie znam się na pianinach, nigdy nie grałam, ale mój gość – miałam na myśli Darka – gra. Co prawda nie zawodowo, ale potrafi. (W realnym życiu mam pianino w domu. Mój były mąż jest niepraktykującym od dziesięcioleci pianistą, mój syn też potrafi grać, ale jest skrzypkiem. Darek nie jest muzykiem). 

    Ale nie chciała rady od niego. 

    Weszłyśmy do jej pokoju. Kanapa i fotel były z weluru w kolorze zielonym, ale w takim ciepłym odcieniu. Panował tam porządek, ale na oparciu kanapy zauważyłam trochę kurzu. Tak naprawdę dziewczyna chciała wiedzieć, gdzie postawić pianino, które lada dzień miała otrzymać. Pokazałam jej miejsce, w którym wyglądałoby najlepiej, pożegnałam się i pobiegłam na górę. 

    Kiedy weszłam do mieszkania, Darka nie było przy stole. Spojrzałam na przyjaciółkę pytająco. Powiedziała, że jest zmęczony i poszedł do sypialni. 

    Leżał przy krawędzi łóżka, z nogami na podłodze, tak jakby usiadł najpierw, a potem przechylił się do tyłu. Miał zamknięte oczy. Usiadłam albo może położyłam się obok. Otworzył oczy i zapytał, czy może się położyć. Zgodziłam się. 

    Kiedy przesuwał się w stronę poduszek, zaczęłam się wygłupiać. Mówiłam jakieś niewyszukane głupoty, na przykład, że łóżko lubi puszczać bąki, kiedy ktoś się w nim porusza. I było tak zwyczajnie. 

    (Nigdy w realu nie znaleźliśmy się w takiej sytuacji. Nigdy nie zaprosiłam Darka do domu. Spotykaliśmy się w mojej lub jego firmie lub spacerowaliśmy. Zawsze w pozycji wertykalnej, w bliskości, z czułością i szacunkiem, ale nigdy w takim „rozbebłaniu” i rozchichotaniu). 

    A jednak pomimo tego „luzu” bałam się, że zaraz wstanie i sobie pójdzie.

    Ten sen pokazał mi, że nawet jeśli doświadczę zwyczajnej, czułej, bezpiecznej, pełnej szacunku bliskości nie opuści mnie lęk, dopóki nie uporządkuję swojego “relacyjnego pokoju”.  

    Przez całe życie bałam się bardzo, choć był to lęk nie w pełni uświadomiony. 

    Nosiłam w sobie przekonanie, że jeśli ktoś mnie naprawdę pokocha będzie musiał odejść.  

    Dlatego wybierałam partnerów niedostępnych emocjonalnie, biernych i wymagających opieki. Takie relacje, w których mogłam wejść w znaną mi rolę ratownika, opiekuna, matki. Tak było bezpieczniej, ponieważ prawdziwa bliskość była obarczona ogromnym ryzykiem. 

    Dziś, kiedy przeszłam już przez wszystkie pokoje mojej starej szkoły, zeszłam do najgłębszych, najciemniejszych miejsc i poznałam źródło swoich lęków. Uzyskałam nareszcie odpowiedź, na pytanie które zadawałam sobie przez lata:  

    DLACZEGO?  

    Dziś mój pokój jest już umeblowany. 

    Pianino stoi we właściwym miejscu i jeśli pojawi się relacja będę mogła powiedzieć:  

    Wszystko GRA

  • 7. NIEWYBIERALNA II

    Poprzedni wpis przeleżał w moim komputerze jakieś dwa tygodnie, nie zamierzałam go publikować, bo wydał mi  się niewystarczająco istotny. Ale dużo zastanawiałam się nad moimi nietrafionymi życiowymi wyborami i wtedy… 

    Przyszło jedno z moich zawodowych dzieci z poważnym problemem relacyjnym, z traumą odrzucenia jakiej doświadczyło w szkole. Zwykle tak się dzieje, że dzieci przynoszą do mnie rzeczy, które znam dzięki temu łatwiej mi im pomóc. I wtedy kliknęło… Przypomniało mi się pewne doświadczenie z dzieciństwa, które zaważyło na moich relacyjnych losach bardziej niż mogłam kiedykolwiek przypuszczać.  

    Miałam może 11 może 12 lat. Odwiedziłam koleżankę z klasy, wisiałyśmy głową w dół na trzepaku przed jej blokiem, kiedy przed nami stanął chłopiec z piłką. Zamienił z moją koleżanką dwa słowa i zniknął w drzwiach klatki schodowej. Znałam go ze szkoły, chodził do równoległej klasy. Koleżanka zaczęła opowiadać o nim, że są przyjaciółmi, mieszkają obok siebie, często rozmawiają, że jest bardzo miły i.… zwierzył jej się ostatnio, że zakochał się we mnie, ale ze względu na swoją nieśmiałość nie potrafi mi tego wyznać. Na pewno zbierze się wkrótce na odwagę. Wystarczy zaczekać. Pamiętam jakby to było dziś jak wszystko nagle rozśpiewało się dokoła. Ktoś mnie kochał!!! Mnie!!! To był jeden z najszczęśliwszych dni w moim życiu. Przez kilka tygodni czekałam cierpliwie. Nie mogłam się jednak powstrzymać i za każdym razem, kiedy pojawiał się na szkolnym korytarzu patrzyłam w jego kierunku z zachęcającym, ale subtelnym jak mi się wydawało uśmiechem. Jakiegoś podłego zimowego dnia, pamiętam przemoczone buty i śliską chlapę pod nogami. Wracałam ze szkoły, kiedy zatrzymały mnie dwie dziewczynki z klasy tego chłopca. Chciały przekazać mi od niego liścik. Powiedziałam, że dziękuję, ale wiem już wszystko i kartka nie jest potrzebna, ale upierały się, żebym jednak przeczytała. Wzięłam kartkę, otworzyłam ją i zamarłam. Odczytałam ją, złożyłam wolno, podziękowałam dziewczynkom i poszłam w stronę domu. Długo stałam pod klatką w topniejącym śniegu i nie mogłam wejść do środka.  Byłam pewna, że cała szkoła znała treść listu. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Jak mam żyć.  Zmarznięte stopy, pamiętam to dokładnie, bardzo bolały mnie z zimna a w dłoni ściskałam kartkę z koślawo zapisanym “Co się tak gapisz?”. 

    To nie jest tylko wspomnienie z dzieciństwa, to jest moment, w którym powstał wzorzec. 

    Mała JA, pełna nadziei na coś niezwykle pięknego, otwarta, ufna, cierpliwa, wybrana i nareszcie pierwszy raz w życiu kochana. I co dostało to małe dziecko? Publiczne zawstydzenie, odrzucenie w postaci kpiny i przede wszystkim podważenie własnego odczytu rzeczywistości. Co zapisało się w tej dziewczynce? Jakie przekonania wytworzyła i szła przez życie wiele dziesięcioleci? Po pierwsze – mogę się bardzo pomylić, po drugie – kiedy się otwieram mogę zostać odrzucona lub ośmieszona i przede wszystkim – NIE MOGĘ UFAĆ TEMU CO CZUJĘ I WIDZĘ.  

    I co mi to dorosłej robi?  

    Kiedy spotykam kogoś, kto okazuje mi zainteresowanie (a podobno jestem całkiem atrakcyjna i wyglądam średnio 5-10 lat młodziej, zależnie od dnia😉). Taki mężczyzna na przykład patrzy, w specjalny sposób i uśmiecha się ciepło a ja robię dwie zaskakujące rzeczy. Natychmiast podważam interpretację i zamykam się dla bezpieczeństwa. Bo moje ciało mówi: O! Coś jest na rzeczy! A stary zapis natychmiast wrzeszczy: Uważaj, bo możesz się ośmieszyć! I nieświadomie wykonuję mikro ruch wycofania. Maleńki, delikatny, odwracam wzrok, nie odwzajemniam uśmiechu, nie wchodzę w kontakt. I tu paradoks, jestem otwarta, żywy kontakt z drugim człowiekiem jest absolutną podstawą mojej pracy. Nie mam problemu z sytuacjami wymagającymi ekspozycji społecznej, jestem autentyczna i na luzie potrafię poprowadzić imprezę masową, a jednocześnie jedno męskie spojrzenie wyrażające zainteresowanie potrafi sprawić, że czuje się NIEWYBIERALNA. Czujecie ten absurd?  

    Głupi, okrutny kawał jaki zrobiły mi dzieciaki nie mówił przecież o mojej wartości, ale o ich braku empatii i niedojrzałości. Umówmy się, dwunastoletni chłopiec nie jest zdolny do uczuciowego zaangażowania. Strategia przetrwania jaką wytworzyłam sobie na bazie tego doświadczenia, jest w tej chwili dalece nieadaptacyjna. 26 lat spędziłam z człowiekiem, który traktował mnie w sposób czysto użytkowy, dla którego nigdy nie byłam priorytetem (prawdziwą relację utworzyć potrafił jedynie z alkoholem) a czułość i bliskość jakiej doświadczyłam z Darkiem sprawiła, że zwiałam zanim naprawdę go poznałam, wystraszona intensywnością własnych uczuć, niepewnością pomieszaną z lękiem. Bo nawet w czułych objęciach nigdy nie czułam  się naprawdę wybrana. 

    Teraz kiedy już to wiem i potrafię ten wzorzec odczytać, zobaczymy jak daleko mnie ta wiedza zaprowadzi, na pewno bliżej siebie… a może dużo, dużo dalej 💗 

  • 6. NIEWYBIERALNA I

    Zastanawiałam się ostatnio, dlaczego jest tak, że jestem sama. Jest na to obco brzmiące a dodające rzekomego splendoru określenie – singielka. Ja tam wolę SAMA, bo lubię bez woalu. Pierwszy raz w życiu jestem sama i bardzo sobie ten stan chwalę w wielu aspektach. Jest wygodny, daje mi pełną wolność, mogę realizować się, odnosić sukcesy, rozwijać zgodnie z moimi potrzebami, przyjąć pod dach trzeciego kota i nie pytać nikogo o zgodę. Jestem sprawcza, decyzyjna, samowystarczalna. Otaczam się tylko tymi ludźmi, którzy naprawdę dobrze mi życzą. Kocham moje dziecko, moich ludzi, moją pracę, moje zwierzęta te domowe i te, które same mnie wybrały i przylatują codziennie, bo chcą. Kocham moje drzewa za oknem, rzekę, która leniwie płynie i ziemię, po której stąpam. 

    Każdą komórką mojego ciała i duszy jestem miłością. 

    A jednak jestem sama. 

    W zasadzie jestem szczęśliwa, jest we mnie spokój, którego nigdy wcześniej nie zaznałam a jednak ostatnio odzywa się we mnie… tęsknota. 

    Nie rozumiałam za czym tęsknię naprawdę, za Darkiem? To nie do końca prawda, chociaż po niemal roku po rozstaniu nadal nie mam w sobie przestrzeni na nikogo innego. Bo to co mnie przy nim spotkało było pierwszym bezpiecznym silnym i prawdziwym uczuciem jakie przeżyłam. Było moim przebudzeniem do czucia, odpuszczenia kontroli, wsłuchania się w ciało i emocje. A uwolnione emocje zalały mnie z taką siłą, że nie byłam w stanie unieść tej relacji i musiałam się z niej pilnie ewakuować. Natychmiast po rozstaniu, czułam coś czego nie czułam nigdy wcześniej. Nieprawdopodobnie silną potrzebę absolutnej ciszy. Nie słuchałam muzyki, przestałam chodzić do kina, na siłownię, ściankę. Przestałam spotykać się z przyjaciółkami, nie odbierałam telefonów, nie włączałam komputera. Chodziłam do pracy, bo trzeba. Spacerowałam dużo, siedziałam nad rzeką, spałam więcej, nawet w dzień.

    To nie była zwykła rozpacz po rozstaniu to było moje 40 dni na pustyni, które otworzyło przede mną prawdziwy świat. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale nadal czuję się z Darkiem w jakimś stopniu połączona, jakby rozstania nigdy nie było. 

    To był rok poznawania siebie na nowo, osadzania emocji w ciele, nauki słuchania siebie, medytacji, nieprawdopodobnych wglądów i przede wszystkim spotkania ze snami, które wchodząc w życie, pięknie i bardzo mądrze mnie prowadzą.

    Dopiero teraz kiedy jestem naprawdę ze sobą zatęskniłam za relacją. Tylko że teraz zmieniło się wszystko. Skończyłam z oczekiwaniami. Nie oczekuję już, że mężczyzna będzie obecny, stały, lojalny, czuły, dający poczucie bezpieczeństwa. Ja nie oczekuję. Ja WYMAGAM. Bo nie pragnę już, żeby ktoś mnie wybrał. A tak właśnie było z moim mężem alkoholikiem. Byłam szczęśliwa, bo nareszcie zostałam wybrana. To była iluzja, bo nie wybrał mnie, tylko moją empatię, komfort i opiekę. Teraz to ja chcę wybierać. Pierwszy raz wybieram i teraz chcę wybrać prawdziwą jakość. 

    Wiem, że to na razie niestety nie jest możliwe, bo jest we mnie coś czego nie rozumiem. Dlatego na razie wolę być sama, bo jeszcze jestem czujna i reaguję lękiem nawet na prawdopodobieństwo pojawienia się głębokiej relacji, za którą tak bardzo tęsknię. Kiedy dowiem się, dlaczego tak jest, że nadal się boję, pomimo wielkiej pracy jaką włożyłam w poznanie siebie, terapii i transformacji jaką przeszłam z pewnością moje życie po raz kolejny zmieni się na lepsze.

    Wiem, że to przyjdzie.

    Bo zawsze przychodzi to co ma przyjść.