
25/26.04.2026
Byłam w niewielkim nowo otwartym sklepie, w którym sprzedawano między innymi filcowe torebkami, biżuterią, dodatki i koraliki z minerałów, w realu ten sklep nie istnieje, ale w tym miejscu był kiedyś podobny, w którym na prawdę kupowałam minerały do wyrobu biżuterii.
Byłam tam chyba z partnerem (w realu jestem sama), kupiłam czarny spękany agat, płaski owal.
Później wróciłam do tego sklepu sama, oglądałam rzeczy leżące na półkach, były tam filcowe broszki, dokładnie takie jakie ja kiedyś robiłam i pomyślałam, że nie ma sprawy, nie będę dochodzić praw autorskich, bo nie zajmuję się już rękodziełem, niech je sobie ta pani spokojnie tworzy.
W kurtce miałam plastikowe pudełko, w którym trzymałam kamienie, ten który kupiłam wcześniej i podobny agat, stary który zabrałam z domu. Chciałam koniecznie kupić turmalin, wiedziałam, że go potrzebuję, ale nie wiedziałam, jak wygląda. Kobieta zapytała czego szukam? Okazało się, że nie ma tego minerału, ale zamówi go dla mnie. Zapytała o kolor, powiedziałam, że chcę różowofioletowy, ale oczami wyobraźni widziałam też zieleń o tym jednak nie wspomniałam.
Odeszła na zaplecze i zamawiała kamienie przez telefon mówiąc płynnie po chińsku. Zdawało mi się, że znam tą kobietę i że kilka lat wcześniej prowadziła tu już sklep. Okazało się, że to nieprawda, to pierwszy sklep jaki prowadzi.
Minerały do odbioru miały być jutro.
Wyszłam ze sklepu, szłam ulicą. Spotkałam jakieś kobiety, poszłam z nimi.
Miałam ze sobą pudełko z minerałami w kieszeni kurtki i jakiś suplement w półlitrowym plastikowym słoiku w plecaku.
Trafiłyśmy do poradni leczenia uzależnień. Chodziłam tam kiedyś na terapię dla współuzależnionych. Teraz było zupełnie inaczej, pacjenci byli dziwni, chorzy psychicznie, zaburzeni lub wrogo do mnie nastawieni. Czułam, że to już nie jest to samo miejsce.
Weszłam z tymi kobietami na ich terapię. Terapeuta zaczął się nad sobą użalać, że jego największą traumą z dzieciństwa było to, że jego ukochana drużyna piłkarska w jakiś sposób go zawiodła, mówił o tym długo i z wielkimi emocjami, ale nie pamiętam co było źródłem zawodu.
Chciałam podzielić się suplementami z jedną z kobiet, ale terapeuta napadł na mnie, mówił, że tam są dodatki, których ona nie potrzebuje, mówił o kredzie lub talku i że ja też nie mogę tego brać. Zachowywał się okropnie. Wstałam i w emocjach powiedziałam, że szczeniak płaczący nad przegranym meczem nie będzie mi mówił co mam robić z życiem.
Wybiegłam stamtąd tak jak stałam. Wróciłam w okolicę mojego domu i sklepu, było już jutro, ale pomyślałam, że jest rano, więc nie będę jeszcze pytać o zamówienie, zaczekam do popołudnia.
Zauważyłam nieodebrane połączenie w telefonie. Oddzwoniłam, okazało się, że dzwonili z poradni, w której byłam. Oddzwaniając, połączyłam się z filią poradni i kobieta nie wiedziała czego dotyczyła sprawa, w której do mnie dzwoniono. Pomyślałam, że chodzi o pozostawione przeze mnie rzeczy. Zostawiłam tam wczoraj kurtkę i plecak. Postanowiłam, że wrócę tam i odbiorę swoje rzeczy, ale odciągałam się z tym.
Spotkałam kobietę ze sklepu i przypomniało mi się kim jest. Chodziłyśmy razem na zajęcia wokalne. Nie pamiętała mnie, przyłożyłam rękę do czoła, żeby pokazać jej jaką krótką grzywkę wtedy miałam, rozpoznała mnie natychmiast.
Szłyśmy razem ulicą. Zauważyłam, że w studzienkach kanalizacyjnych zamiast kratki wetknięte były dziecięce samochody (takie duże wywrotki do piaskownicy). Powiedziałam mojej towarzyszce, że tu musi mieszkać moja koleżanka z terapii, bo tylko ona mogła tak ozdobić ulicę przed domem.
Podeszłyśmy do niewielkiego muru, był mojego wzrostu. Wdrapałam się na górę, koleżanka nie dała rady, podałam jej rękę i przeciągnęłam ją na drugą stronę jednocześnie robiąc zdjęcia, bo uznałam, że to będą super ujęcia na których widać, jak ona przeskakuje. Taka dokumentacja fotograficzna przejścia. Zamiast koleżanki na drugiej stronie wylądował mój syn. Powiedziałam mu o zdjęciach i chciałam pokazać, jak wyszły.
Zdjęcia były na papierze, nie cyfrowe. Pokazywałam jedno po drugim i nie było tam mojego syna. Ze zdziwieniem zauważyłam, że jestem na nich ja przechodząca przez mur. Zastanawiałam się jak to możliwe, że przecież nie robiłam zdjęć sobie miałam przecież zajęte ręce. Mój syn był rozczarowany, że nie było tam jego wizerunku.
Dziś ten sen odczytuję wyjątkowo jasno.
Mam poczucie, że przeszłam już swoją drogę. Czuję, że jestem wolna od współuzależnienia. Czy rzeczywiście tak jest? Czas pokaże.
Mój syn wciąż jeszcze czasem wikła się w ratowanie swojej byłej dziewczyny, ale widzi coraz więcej i nie wiąże już z tą relacją swojej przyszłości.
Mam też koleżankę, której podaję rękę. Nie wiem jednak, czy uda jej się przejść na drugą stronę. Na razie przegrywa walkę o siebie.
I nie wynika to wyłącznie z jej słabości. To także jej decyzja.
Najbardziej poruszył mnie jednak ostatni obraz. W wielu moich snach pojawiał się już wcześniej motyw, aparatu lub telefonu, którym próbowałam zrobić zdjęcie. Nigdy wcześniej się to nie udało. Aż do teraz. Zrobiłam zdjęcia i to jakie… Byłam przekonana, że dokumentuję czyjąś drogę. Tymczasem na wszystkich zdjęciach zobaczyłam siebie.
Chyba naprawdę kupię ten turmalin.
Podobno chroni.





