W Cieniu Kruka

To opowieść o drodze. O życiu w przetrwaniu, o pęknięciach i stratach. O wychodzeniu w światło — przez transformację i integrację. To nie jest historia wzniosła ani romantyczna. Jest zwyczajnie prawdziwa: czasem jak grzmot, a czasem… tylko chichot losu. Mam nadzieję, że w tym wypadku cień skrzydeł kruka przyniesie komuś nadzieję.

Tag: pamięć duszy

  • 22. HIPNOZA REGRESYJNA III — Światło (20.07.2025)

    8. 

    Umarłam. Moje stare ciało siedzi w fotelu. Fotel jest prosty drewniany. Mam kolana przykryte ciepłym kocem. Rozglądam się. Proste meble. Jakiś kredens. Stolik. Kwiaty w wazonie. Serwetki zrobione na szydełku, obrazki z kwiatami. Ładnie, ale nie na bogato.  

    Mam cienkie włosy zaplecione w chudy warkocz i otwarte usta. Mój dorosły syn klęczy przy mnie, jego głowa spoczywa na moich kolanach, trzyma mnie za rękę i potwornie szlocha. Jego żona stoi nieopodal trzymając na lewym ramieniu maleńkie dziecko i przytulając do siebie płaczącą dziewczynkę prawą ręką. Jest tam tyle smutku. Nie chcę ich opuszczać. Chciałabym ich pocieszyć, wyjaśnić. Bardzo nie chcę ich zostawiać. 

    9. 

    Wyruszam jednak. Czuję ogromny ciężar smutku.  

    Poruszam się po ciemno kobaltowej przestrzeni. To trochę jak być w środku oceanu, w głębinach, gdzie nie widać ani dna, ani powierzchni. O tym, że się poruszam świadczą jedynie nikłe rozbłyski, jakby mijane światła w różnych kolorach. Takie krótkie błyskawice albo strzały z laserów z gwiezdnych wojen. Dzięki temu wiedziałam, że poruszam się w przód. Cokolwiek to znaczy.  

    10. 

    A potem było trochę jak w moim śnie sprzed około miesiąca/dwóch. Podążała w moim kierunku kula pięknego niebieskiego światła. We śnie była zamknięta w butelce, takiej alchemicznej kolbie z krótką szyjką i korkiem. Tutaj nie było szkła. Kula zbliżała się w moim kierunku i powiększała, aż stopiłam się z tym światłem, staliśmy się jednym. W tym świetle spotkałam mojego przewodnika a może to on był światłem. Zapytałam, czy chce mi coś powiedzieć, poradzić, dać wskazówkę? I otrzymałam od niego obraz. 

    11. 

    Stałam na tle ciemnoniebieskiego nieba. Miałam na sobie długą “szatę” w kolorze zbliżonym do indygo. Przykucnęłam i wsunęłam palce w suchą trawę, dotknęłam ziemi i trawa zazieleniła się. A wtedy poczułam przekaz, bo nie mogę powiedzieć, że usłyszałam. Trzymaj się ziemi. Dawaj i czerp energię. Energię miłości. Bądź miłością. Idź. Nie musisz nas szukać. My tu będziemy. Zawsze.  

    12. 

    Wtedy pojawili się inni. Nie mogę powiedzieć, że mieli ciała. Nie mogę też powiedzieć, że byli tylko światłem. Mieli kształt, mieli ręce, nogi, ale to nie było porównywalne z niczym ludzkim. Jeden z nich wyszedł na czoło i zbliżył się do mnie szybko. Wyglądałam jak oni. Wyciągnęłam rękę i dotknęłam okolicy serca tego który podszedł jako pierwszy, jakbym chciała się z nim podzielić w ten sposób miłością, radością ze spotkania, ale też przekazać mu smutek, który przyniosłam po rozstaniu z rodziną. Czołem dotknął mojego czoła. Spletliśmy się w uścisku i wszystko zaczęło falować i wirować, jak by nie było granic “ciała”, przenikaliśmy się nawzajem. Za chwilę dołączyli inni i wirowaliśmy niespiesznie co chwilę pojawiały się złote iskierki. Czułam się niezwykle szczęśliwa. Czułam spokój i miłość. I wtedy usłyszałam. Idź! Teraz! I otworzyłam oczy. I wszystko zniknęło. Ale poczucie szczęścia i miłości zostało. Zostało też ogromne wzruszenie. Ogromne. OGROMNE. 

  • 21. HIPNOZA REGRESYJNA II — Dom na łące (20.07.2025) 

    1. 

    Stoję naprzeciw ogromnej rozległej łąki, trawy są suche, możliwe, że to koniec lata. Piękne ciepłe światło, taka złota godzina. Patrząc w dal czuję lekki niepokój jakbym bała się, że ta kraina nie zdoła mnie wyżywić i ochronić. I wtedy zjawia się ON. Stoi za mną, obejmuje mnie w pasie prawą ręką, lewą unosi nad moim ramieniem pokazując w dal. To piękna silna ręka, wskazuje z niezwykłą stanowczością wodząc łagodnie po horyzoncie. Tam będzie stał nasz dom, obok zbuduję stodołę, tam zagroda, studnia. Mówił… wiedziałam, że szepcze mi do ucha, ale nie słyszałam głosu. Ja wiedziałam lub czułam każde słowo i z każdym słowem znikała niepewność. To była bardzo intymna chwila, pełna miłości, czułości, pewności i poczucia bezpieczeństwa. Oparłam się o NIEGO placami i wiedziałam, że będzie dokładnie tak jak mówi. Byłam szczęśliwa i wzruszona. Łzy same płynęły mi po policzkach. 

    2. 

    Na duży bardzo prosty, ale stworzony ze starannością, drewniany stół położyłam chleb. Duży, okrągły na lnianej serwecie. Upiekłam go dla NIEGO. Stałam naprzeciw okna patrząc na tą samą rozległą łąkę. Stamtąd nadejdzie. Nie mogłam się doczekać, kiedy wróci i zjemy chleb razem. To prawdopodobnie pierwszy chleb jaki upiekłam w nowym domu. W naszym domu. Byłam tak szczęśliwa i dumna. Byłam przepełniona miłością. Nigdy nikogo nie oczekiwałam w ten sposób, ze spokojem, pewnością, miłością i nieprawdopodobną czułością. 

    3. 

    Szliśmy polną drogą, słońce zachodziło i oświecało JEGO włosy złotym blaskiem. Szedł przede mną. Wysoki, potężny a jednocześnie smukły. Miał piękne plecy, takie silne. Na prawym barku niósł chłopca około dwuletniego. Łaskotał go i rozśmieszał rozmawiając jednocześnie ze mną. Co chwilę odwracał się przez lewe ramię, uśmiechał się, jakby chciał sprawdzić czy na pewno jestem. Jakby bał się, że zniknę. Jakby stały kontakt był wyznacznikiem miłości, czułości i intymności. Niosłam na rękach maleńkie dziecko, chyba dziewczynkę. Było w NAS tyle zwykłej, pięknej radości. Ten obraz bardzo mnie wzrusza.  

    4. 

    ON siedzi przy stole w kuchni. Jest ciemno, pomieszczenie oświetla tylko słabe światło, lampy naftowej lub świecy.  Stało się coś złego jest bardzo smutny. Trzyma głowę w dłoniach, łokcie oparte o blat stołu. Całą sobą czuję JEGO smutek. Zbliżam się powoli i pochylam nad NIM, obejmuję GO i wtulam twarz w JEGO włosy. Wtedy ON krzyżując ręce na piersi chwyta mnie mocno za ramiona i tak trwamy w smutku. RAZEM. 

    5.  

    Jest wieczór lub noc, jest ciemno. Stoję w koszuli nocnej takiej standardowej sprzed około 200 lat. Włosy mam rozpuszczone, w kompletnym nieładzie. Jestem wściekła. Krzyczę coś, ale cała scena jak wszystkie poprzednie wygląda jak w niemym kinie tyle, że w kolorze. Nie wiem o co ta awantura, ale to nie ma znaczenia. Czuję wściekłość całym ciałem. Nigdy nie czułam niczego podobnego.  Trzymam coś w ręku i w apogeum wściekłości rzucam tym przedmiotem o ścianę. Wtedy podchodzi ON, bardzo zdecydowanym krokiem i mocno mnie przytula. Przytrzymuje wręcz z wielką siłą i stanowczością, i szepcze mi coś uspokajająco do ucha. Ta siła i spokój dają mi poczucie bezpieczeństwa i ukojenia. Uspokajam się a ON kołysze mnie w ramionach. Tak stoimy kołysząc się lekko a ja czuję już jedynie miłość. 

    6. 

    Mamy gości. Jakaś kobieta z dzieckiem. Siedzę z nią przy stole, łamię długie strąki fasoli na mniejsze części i wkładam do miski. Lubię ją i cieszę się, że nas odwiedziła. Rozmawiamy, śmiejemy się. ON stoi przy oknie. Nie bierze udziału w rozmowie. W milczeniu patrzy na mnie z czułym uśmiechem. Cieszy GO moje szczęście. Patrzy z taką miłością. Nie mogę się powstrzymać i co chwilę zerkam na niego z uśmiechem. Kocham go bardzo. Wiem, że nie muszę być “jakaś”, że “taka” jestem wystarczająca. Wiem, że nie muszę mieć żadnych talentów, zdolności, nie muszę, niczego nie muszę. Dzieci bawią się na podłodzie. 

    7. 

    Jestem stara. Siedzę na ławce przed domem i patrzę na łąkę. Na tą samą łąkę, na którą spoglądałam czekając na NIEGO. Tym razem jest inaczej. Wiem, że się nie pojawi. Siedzę i wspominam z uśmiechem. Nie mogę się doczekać, kiedy w końcu znów się spotkamy. Łąka wygląda pięknie, cudownie oświetlona zachodzącym słońcem.