
22/23.04.2026
Miałam dzisiaj dziwny sen.
Szłam polami z moim synem i może z kimś jeszcze. Zobaczyłam przepiękny widok: złociste zboże rosnące w dużej kępie, ozdobione makami i chabrami. Przepiękne na tle równie złocistego nieba, w cudownym świetle.
Chciałam zrobić zdjęcie, ale jak to zwykle bywa w moich snach – nie dało się. W moim aparacie nie było już pamięci.
Szliśmy dalej. Na polanie leżała olbrzymia, płaska donica, wysoka na około 30 cm i o średnicy około 3–4 metrów. Rosła w niej jakaś roślina, ale nie pamiętam jaka. Ziemia w donicy była przelana.
Wyjęłam całą zawartość i wyciskałam ją jak gąbkę. (To było niesamowite wrażenie, bo albo ja musiałam się do tej operacji powiększyć, albo donica zmalała).
Potem starannie ułożyłam z powrotem roślinę i ziemię wokół niej.
Szliśmy dalej.
Jakiś człowiek – nie wiem, czy właściciel terenu, czy po prostu mieszkaniec – powiedział, żebym uważała na pająki wyskakujące z norek znajdujących się na niewielkiej skarpie.
Zobaczyłam, jak z dziury w piasku wyskakuje pająk. Skoczył najpierw w prawo, potem w lewo, a dopiero wtedy na mnie, jakby musiał poruszać się według określonego wzoru.
Wystraszyłam się i strzepnęłam go z siebie.
Widziałam, jak inne pająki wyskakiwały z norek dokładnie w ten sam sposób.
Postanowiłam, że musimy stamtąd odejść.
W rzeczywistości ze wszystkich istot, boję się tylko pająków.
No cóż… poza pająkami boję się jeszcze czegoś.
Panicznie boję się, że mój syn powtórzy rodzinny wzorzec. W tamtym czasie przeżywał trudne chwile. Nie radził sobie po rozstaniu z dziewczyną i próbował regulować napięcie za pomocą alkoholu.
Widziałam, jak narasta we mnie lęk i nie czekałam. Byłam zdecydowana nie tylko chronić własne dziecko, ale także bronić własnych granic.
Najbardziej na świecie boję się tego algorytmu:
prawo, lewo, atak.
Musiałam strzepnąć z siebie tego pająka i odejść.
Na szczęście mój syn nadal idzie ze mną.
