W Cieniu Kruka

To opowieść o drodze. O życiu w przetrwaniu, o pęknięciach i stratach. O wychodzeniu w światło — przez transformację i integrację. To nie jest historia wzniosła ani romantyczna. Jest zwyczajnie prawdziwa: czasem jak grzmot, a czasem… tylko chichot losu. Mam nadzieję, że w tym wypadku cień skrzydeł kruka przyniesie komuś nadzieję.

Tag: opieka nad bliskim

  • 10. Pod skrzydłem Kruka

    Dokładnie 8 marca 2022, mój mąż odpuścił. Wiedział już, że nigdy już nie będzie tak “jak było”, nie był w stanie wziąć odpowiedzialności za siebie i za swoją część naszej relacji. Miał kolejny nawrót choroby alkoholowej i “przyjaciółkę” o podobnych zainteresowaniach. Wiedział, że ze mną to już nie przejdzie, więc wspólne życie nie było teraz możliwe. Ale jednocześnie nie zamierzał się wyprowadzić. Chciał… mieć ciastko i zjeść ciastko. Atmosfera była ciężka, więc zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i wyniosłam się do mojej firmy. Dwa pokoje w biurowcu, bez łazienki były lepsze niż moje dotychczasowe życie. I tu po raz pierwszy wkroczył mój 17-letni syn (zadbał bardziej o siebie niż o mnie), nie chciał mieszkać z ojcem i zawstydził go tak bardzo, że to on spał na materacu w moim gabinecie i w ciągu miesiąca znalazł sobie w końcu mieszkanie. W tym samym czasie, bo jak się sypie to po całości, dramatycznie pogłębiła się choroba mojej matki. Wtedy też zrozumiałam naprawdę dynamikę rodzinną. Że to ojciec manipulował i przekierowywał na matkę winę za to co de facto sam robił rodzinie. To były bardzo trudne miesiące, bezpośrednio po rozstaniu z mężem. W obciążeniu kłopotami materialnymi, po pracy, w której nie mogłam pokazać słabości czy smutku jechałam do matki, żeby ją umyć, zadbać o nią i walczyć z ojcem, który był podły i opiekę udawał jedynie przy obcych. Przez walkę z systemem medycznym i prawidłową diagnostyką. Przez zderzenie z sądownictwem, które działało na tyle opieszale, że matka nie doczekała postanowienia sądu w sprawie ubezwłasnowolnienia, które dawało mi prawo do znalezienia dla niej lepszego miejsca na ostatnie dni. Bardzo traumatyczne chwile. Od kwietnia poddałam się i zaczęłam brać leki przeciwdepresyjne i regulujące sen. Spałam, ale nie śniłam przez dwa lata. Kiedy zdawało się, że nie dam już rady… w czerwcu pierwszy raz przyszedł kruk. Pisałam coś i nie mogłam zebrać myśli i nagle zaczęłam rysować, nigdy dotąd nie miałam na to czasu. Nie myślałam wtedy co robię i dlaczego, nie miałam planu ani kierunku. ON w pewnym sensie sam się narysował. Piękny, dumny, bardzo elegancki. To niezwykle kojące doświadczenie było, jak sądzę zastępstwem za sny. Rysunki były na tyle symboliczne, że odpowiadały nawet na niepostawione jeszcze pytania. Tak naprawdę wtedy dopiero zaczęłam naprawdę TWORZYĆ. Kruki w pewnym stopniu niosły mnie aż do 2025 były motywem większości z moich obrazów. Mówi się, że kruk to ptak przejścia, wyjścia z ciemności do światła. Obejrzałam niedawno “Czas kruka” z Benedictem Cumberbatchem w roli głównej. Poszłam, bo pomyślałam, że zobaczę tu mój proces innymi oczami. Co do idei, wszystko było jak u mnie, kruk przeprowadził bohatera przez ciemność, ale moje kruki były inne. Moje kruki były ciche, łagodne, porządkujące emocje, dające chwile kontemplacji i nieprawdopodobne wglądy. Dodawały mi siły i nie potrafiłam tego wtedy do końca wytłumaczyć, ale czułam opiekę, miałam silne przeczucie, że nie jestem sama, nawet kiedy jestem sama. Kruki odprowadziły mnie aż do progu 7.07.2025. I zniknęły nagle, bo nie były już potrzebne. Pożegnały się pięknie i kiedy myślę o nich w tamtym właśnie granicznym momencie, też były ze mną. One i Darek moi strażnicy przejścia. Zawsze myślę o nich z miłością i wdzięcznością i nawet teraz kiedy w moim życiu króluje spokój i bezpieczeństwo, przychodzą czasem takie chwile, że tęsknie i za NIM i za NIMI. Bardzo.  

    A film polecam, jest naprawdę niezwykły.