W Cieniu Kruka

To opowieść o drodze. O życiu w przetrwaniu, o pęknięciach i stratach. O wychodzeniu w światło — przez transformację i integrację. To nie jest historia wzniosła ani romantyczna. Jest zwyczajnie prawdziwa: czasem jak grzmot, a czasem… tylko chichot losu. Mam nadzieję, że w tym wypadku cień skrzydeł kruka przyniesie komuś nadzieję.

Tag: dzieci

  • 81. Krzesło – sen o zaufaniu do siebie 

    5/6.05.2026 

    Początku nie pamiętam. 

    Znalazłam się na plaży w obcym kraju. Zobaczyłam ptaka i powiedziałem do kogoś, że to albatros. Ptak szedł po piasku. 

    Miałam dotrzeć w jakieś miejsce, ale w tym celu miałam popłynąć dokądś promem. Prom już odpłynął. 

    Miałam w tym śnie jakieś większe moce niż zwykle, jak agent specjalny lub jakiś mini superbohater, i miałam dotrzeć na miejsce z jakąś misją. 

    Pomiędzy miejscem, w którym byłam, a tym, gdzie miałam dotrzeć, była przewieszona metalowa lina i krzesło, ale zupełnie zwykłe, podobne do tego, jakie mam w domu, z przezroczystego plastiku. 

    Usiadłam na tym krześle i sunęłam nad wodą w kierunku celu. Krzesło było niestabilne, ale uwiesiłam się na nim tak sprytnie, że nie spadłam. Wiedziałam, co robię i byłam pewna, że pomimo komplikacji dotrę tam, gdzie trzeba. 

    Celem okazała się świątynia. Nie wiem jaka. W środku był mnich, rozmawiałam z nim o czymś. 

    Wyszłam na zewnątrz. Stał tam autokar z dziećmi. Byli wśród nich chłopcy z mojej firmy. Zapytali, czy mam karty i czy zagram z nimi w kanastę (nigdy w realu nie grałam z dziećmi w karty). Byli rozczarowani, że nie mam kart, bo chcieli zagrać jak zwykle. 

    Powiedziałam im, że to zupełnie inna sytuacja, że są tutaj na wycieczce i nie powinni robić tego, co zwykle, tylko zwiedzać nowe miejsca, że muszę już iść, ale jest mi bardzo miło, że mogłam ich spotkać. 

    Tego snu nie będę interpretować jak zwykle, bo wydarzenia, które bezpośrednio go poprzedzały, dotyczyły innej osoby i były dla mnie bardzo trudne, więc nie chcę wchodzić w szczegóły. 

    Ważniejsze było to, że sen pomógł mi przygotować się do spokojnej, konstruktywnej konfrontacji i opanowania sytuacji następnego dnia. 

    To było cudowne doświadczenie. Jakby sen nie próbował rozwiązać problemu za mnie, ale przypomniał mi, że potrafię sobie z nim poradzić. 

    I rzeczywiście – poradziłam sobie doskonale. 

  • 65. Grota – sen o odpowiedzialności 

    15/16.02.2026 

    Byłam w szkole. Prawdopodobnie była to szkoła, w której kiedyś pracowałam, ale budynek był zupełnie inny. Koleżanki z pracy były te same. Wicedyrektorka natomiast była dyrektorką, ale panował tam jakiś dziwny układ, bo współdzieliłam świetlicę z moją firmą z realnego życia. 

    Był to czas wyznaczony dla moich dzieci. Przyjechały z okolicznych miejscowości, muszą dojechać około dwudziestu kilometrów, żeby uczestniczyć w tych zajęciach. Pojawiła się również jakaś nowa dziewczynka, która wydawała mi się znajoma. Potem okazało się, że uczyła się w tej szkole, z której ja – nazwijmy to – wynajmowałam miejsce na potrzeby mojej firmy. 

    Wtedy przyszła koleżanka, która uczy w klasach I–III i powiedziała, że z jakichś powodów przyprowadzi całą klasę na moje zajęcia. Miało to być zastępstwo. 

    Oburzyło mnie to bardzo, bo był to czas dla moich dzieci, nie dla jej klasy. 

    Wyszłam z sali i zaczęłam szukać dyrektorki. Chodziłam po korytarzach. Weszłam na najwyższe piętro. Były tam chyba kraty w drzwiach. Żeby dostać się na korytarz, musiałam użyć domofonu albo próbowałam przeskoczyć przez jakieś zabezpieczenie. Uświadomiłam sobie jednak, że jeśli skoczę, spadnę z samej góry aż na parter. 

    Pchnęłam drzwi i po prostu się otworzyły. 

    Weszłam do środka i okazało się, że muszę przejść przez cały korytarz. Na jego końcu były schody. 

    Na klatce schodowej zobaczyłam dziwną scenę. 

    Były tam chyba dwie kobiety, które stały nad mężczyzną. Właściwie był chłopcem, choć jednocześnie wydawał się dorosłym mężczyzną. Miał ubrudzone kałem pośladki, a one próbowały go jakoś wyczyścić. Leżał na brzuchu i nie poruszał się, było widać jego zabrudzone ubranie. 

    Powiedziałam, że trzeba to po prostu wyczyścić mokrymi chusteczkami. Wzięłam je i już chciałam zacząć czyścić. Nawet trochę ubrudziłam się kupą, ale pomyślałam sobie, że przecież to nie jest moje zadanie. 

    Położyłam chusteczki na jego pupie, tak jakbym pokazywała kobietom, co mają zrobić i poszłam dalej. 

    Znalazłam dyrektorkę. Okazało się, że musiałam wejść schodami jeszcze piętro wyżej. Na końcu korytarza był jej gabinet. 

    Zajrzałam do środka i zapytałam, czy zasady są takie jak kiedyś. Czy jako dyrektorka musi wiedzieć o każdym zastępstwie, które odbywa się w szkole. 

    Powiedziała, że tak. 

    Zapytałam, czy dotyczy to również świetlicy. 

    Odpowiedziała, że tak. 

    Zapytałam, czy wie o zastępstwie, które właśnie odbywa się w świetlicy. 

    Powiedziała, że nie. 

    Odpowiedziałam: 

    – Aha. Więc już wiem, co mam teraz zrobić. 

    Zeszłam na dół. 

    Zgubiłam się. 

    Zeszłam aż do piwnicy. Była tam grota. Taka smocza jama. 

    Widziałam, że została wystylizowana ludzką ręką. Wytłoczone były nawet ślady smoka albo jakiegoś innego gada. 

    Pomyślałam sobie, że tę szkołę można by przerobić na coś fantastycznego. Że ten budynek jest wspaniały i można stworzyć z niego dla dzieci niezwykłe, czarodziejskie miejsce. 

    Z tej groty wyszłam na podwórko. 

    Była tam trawa, chyba jakiś podjazd dla samochodów. 

    I tu sen się zakończył. 

    Rano dowiedziałam się, że tej nocy zmarł mój młodszy brat.  

    Tego snu nie będę interpretować. 

  • 21. HIPNOZA REGRESYJNA II — Dom na łące (20.07.2025) 

    1. 

    Stoję naprzeciw ogromnej rozległej łąki, trawy są suche, możliwe, że to koniec lata. Piękne ciepłe światło, taka złota godzina. Patrząc w dal czuję lekki niepokój jakbym bała się, że ta kraina nie zdoła mnie wyżywić i ochronić. I wtedy zjawia się ON. Stoi za mną, obejmuje mnie w pasie prawą ręką, lewą unosi nad moim ramieniem pokazując w dal. To piękna silna ręka, wskazuje z niezwykłą stanowczością wodząc łagodnie po horyzoncie. Tam będzie stał nasz dom, obok zbuduję stodołę, tam zagroda, studnia. Mówił… wiedziałam, że szepcze mi do ucha, ale nie słyszałam głosu. Ja wiedziałam lub czułam każde słowo i z każdym słowem znikała niepewność. To była bardzo intymna chwila, pełna miłości, czułości, pewności i poczucia bezpieczeństwa. Oparłam się o NIEGO placami i wiedziałam, że będzie dokładnie tak jak mówi. Byłam szczęśliwa i wzruszona. Łzy same płynęły mi po policzkach. 

    2. 

    Na duży bardzo prosty, ale stworzony ze starannością, drewniany stół położyłam chleb. Duży, okrągły na lnianej serwecie. Upiekłam go dla NIEGO. Stałam naprzeciw okna patrząc na tą samą rozległą łąkę. Stamtąd nadejdzie. Nie mogłam się doczekać, kiedy wróci i zjemy chleb razem. To prawdopodobnie pierwszy chleb jaki upiekłam w nowym domu. W naszym domu. Byłam tak szczęśliwa i dumna. Byłam przepełniona miłością. Nigdy nikogo nie oczekiwałam w ten sposób, ze spokojem, pewnością, miłością i nieprawdopodobną czułością. 

    3. 

    Szliśmy polną drogą, słońce zachodziło i oświecało JEGO włosy złotym blaskiem. Szedł przede mną. Wysoki, potężny a jednocześnie smukły. Miał piękne plecy, takie silne. Na prawym barku niósł chłopca około dwuletniego. Łaskotał go i rozśmieszał rozmawiając jednocześnie ze mną. Co chwilę odwracał się przez lewe ramię, uśmiechał się, jakby chciał sprawdzić czy na pewno jestem. Jakby bał się, że zniknę. Jakby stały kontakt był wyznacznikiem miłości, czułości i intymności. Niosłam na rękach maleńkie dziecko, chyba dziewczynkę. Było w NAS tyle zwykłej, pięknej radości. Ten obraz bardzo mnie wzrusza.  

    4. 

    ON siedzi przy stole w kuchni. Jest ciemno, pomieszczenie oświetla tylko słabe światło, lampy naftowej lub świecy.  Stało się coś złego jest bardzo smutny. Trzyma głowę w dłoniach, łokcie oparte o blat stołu. Całą sobą czuję JEGO smutek. Zbliżam się powoli i pochylam nad NIM, obejmuję GO i wtulam twarz w JEGO włosy. Wtedy ON krzyżując ręce na piersi chwyta mnie mocno za ramiona i tak trwamy w smutku. RAZEM. 

    5.  

    Jest wieczór lub noc, jest ciemno. Stoję w koszuli nocnej takiej standardowej sprzed około 200 lat. Włosy mam rozpuszczone, w kompletnym nieładzie. Jestem wściekła. Krzyczę coś, ale cała scena jak wszystkie poprzednie wygląda jak w niemym kinie tyle, że w kolorze. Nie wiem o co ta awantura, ale to nie ma znaczenia. Czuję wściekłość całym ciałem. Nigdy nie czułam niczego podobnego.  Trzymam coś w ręku i w apogeum wściekłości rzucam tym przedmiotem o ścianę. Wtedy podchodzi ON, bardzo zdecydowanym krokiem i mocno mnie przytula. Przytrzymuje wręcz z wielką siłą i stanowczością, i szepcze mi coś uspokajająco do ucha. Ta siła i spokój dają mi poczucie bezpieczeństwa i ukojenia. Uspokajam się a ON kołysze mnie w ramionach. Tak stoimy kołysząc się lekko a ja czuję już jedynie miłość. 

    6. 

    Mamy gości. Jakaś kobieta z dzieckiem. Siedzę z nią przy stole, łamię długie strąki fasoli na mniejsze części i wkładam do miski. Lubię ją i cieszę się, że nas odwiedziła. Rozmawiamy, śmiejemy się. ON stoi przy oknie. Nie bierze udziału w rozmowie. W milczeniu patrzy na mnie z czułym uśmiechem. Cieszy GO moje szczęście. Patrzy z taką miłością. Nie mogę się powstrzymać i co chwilę zerkam na niego z uśmiechem. Kocham go bardzo. Wiem, że nie muszę być “jakaś”, że “taka” jestem wystarczająca. Wiem, że nie muszę mieć żadnych talentów, zdolności, nie muszę, niczego nie muszę. Dzieci bawią się na podłodzie. 

    7. 

    Jestem stara. Siedzę na ławce przed domem i patrzę na łąkę. Na tą samą łąkę, na którą spoglądałam czekając na NIEGO. Tym razem jest inaczej. Wiem, że się nie pojawi. Siedzę i wspominam z uśmiechem. Nie mogę się doczekać, kiedy w końcu znów się spotkamy. Łąka wygląda pięknie, cudownie oświetlona zachodzącym słońcem.