W Cieniu Kruka

To opowieść o drodze. O życiu w przetrwaniu, o pęknięciach i stratach. O wychodzeniu w światło — przez transformację i integrację. To nie jest historia wzniosła ani romantyczna. Jest zwyczajnie prawdziwa: czasem jak grzmot, a czasem… tylko chichot losu. Mam nadzieję, że w tym wypadku cień skrzydeł kruka przyniesie komuś nadzieję.

Tag: budzenie świadomości

  • 9. Złość – pierwszy moment kiedy przestałam iść cudzą drogą.

    Długo zastanawiałam się jak opisać moje początki na drodze do siebie. Ostatecznie postanowiłam zamieścić fragment autentycznego listu do Darka, człowieka, który odegrał ważną rolę w mojej transformacji. Dziś widzę to szerzej ale list jest na swój sposób żywym świadectwem procesu i miejsca w jakim wtedy byłam. Przytaczam go w niezmienionej formie, poza drobnymi szczegółami, które musiałam zmodyfikować aby zadbać o zachowanie anonimowości osób i miejsca.

    ” (…) Wiesz, że byłeś pierwszą osobą, dzięki której poczułam złość? 

    I to przy pierwszym spotkaniu 🤣.  

    Ten “wkurw” właśnie był motorem mojej przemiany. 

    A to było tak… 

    Rozdział 1. 

    “O tym jak (…) rozpieprzył moje małżeństwo jednym, nieco przydługim spojrzeniem”. 

    Letni niedzielny poranek. Wstałam wcześnie jak zwykle. Nakarmiłam zwierzynę i zajęłam się domem. Musiało być przecież idealnie, tak, żeby wszyscy byli zadowoleni. Potem śniadanie, zdrowe, pożywne i pięknie podane, tak aby nikt się nie przyczepił. Dla każdego co innego. Dla syna inne, bo ma alergię dla “męża” inne, bo trzeba zadowalać a dla mnie co tam zostanie byle bez mięsa. 

    Przygotowane, więc idę na krótki spacer z psem. Wstali, “mąż” wściekły, więc trzeba zająć się jego złością “rozładowuje” chronię dziecko. Potrafię. Matka zwykle wysyłała mnie z misją “tato jest zdenerwowany” i miała przerażenie w oczach jakby za chwilę miała umrzeć. Musiałam ją uratować, będzie lepiej jak ja umrę, więc szłam ja. Byłam jak żołnierz na pierwszej linii frontu “zwyciężyć albo zginąć”. Miałam wypracowany szeroki wachlarz strategii, więc często zwyciężałam, ale żeby tego dokonać nie mogłam czuć. Przechodziłam więc w tryb zadaniowy. Ja PIĘCIOLATKA!!! I tak już zostało. 

    Po śniadaniu, tryb KO-wiec. Syn umówił się z kumplami. Buziak na drogę “Jedź ostrożnie”. Wsiadł na rower. Pojechał. Nie trzeba ogarniać. 

    “Mąż” pyta co będziemy robić? Proponuję kilka opcji. Wybiera „nowe  miejsce w mieście”. 

    Ubieram się. Założyłam spodnie i koszulkę. “Tak chyba nie wyjdziesz!!!”. Przebieram się. Krótka czarna sukienka. Aprobata. Wychodzimy. 

    „Nowe miejsce w mieście” puste, nie ma nikogo, meble i inne przedmioty tylko przy jednej ścianie, naprawdę nowe miejsce. Nic nadzwyczajnego. “Mąż” sobie ogląda. Ja czekam w pierwszym pomieszczeniu przy schodach. 

    I wtedy wchodzisz TY.  

    Idziesz wolno po schodach i przez cały czas patrzysz na moje nogi!!! Ani jednego spojrzenia na twarz!!! A miałeś czas!!! Szedłeś po tych schodach naprawdę wolno! Wtedy poczułam prawdziwą złość. Ale nie można pokazać. Trzeba zdusić. Byłam miła i rozmawialiśmy o „Nowym miejscu w mieście”. Pozwoliłeś, więc “mąż”  w tym czasie wypróbowywał wszystkie możliwości jakie dawało „miejsce”. Obiecałam “rozsławiać” pożegnaliśmy się i tu historia powinna się zakończyć. 

    Tylko, że złość rosła. I zaczęła mnie zmieniać. Nie godziłam się już na traktowanie mnie jakbym była użytecznym przedmiotem. Zajęło mi to jakiś czas, ale wtedy ZOBACZYŁAM i później dostrzegałam co raz częściej i nie było już mojej zgody na bycie NOGAMI. Nie dawałam się już wciskać w uprzedmiotowiające ciuchy, role czy relacje. I wtedy rozpętał się prawdziwy chaos. “Mąż” uruchomił wszystkie środki, żeby było tak “JAK BYŁO”. To było prawdziwe piekło. 

    Tylko, że ja już nie pozwoliłam się złamać. Byłam jak skała. A w najgorszych momentach widziałam TWÓJ wzrok na moich nogach i to dało mi siłę. Siłę płynącą ze złości. 

    Dziękuję. Uwolniłeś mnie wtedy. 

    Pięknego dnia 😘 „

    Kiedy dziś myślę o tamtym dniu, nadal czuję niewysłowioną wdzięczność. Był to moment przebudzenia. Iluzja opadła i już nie było możliwości powrotu. Później terapia, rozwód i budowanie siebie krok po kroku – konsekwentnie i z determinacją. Najpierw ciało, potem umysł a na końcu dusza.