W Cieniu Kruka

To opowieść o drodze. O życiu w przetrwaniu, o pęknięciach i stratach. O wychodzeniu w światło — przez transformację i integrację. To nie jest historia wzniosła ani romantyczna. Jest zwyczajnie prawdziwa: czasem jak grzmot, a czasem… tylko chichot losu. Mam nadzieję, że w tym wypadku cień skrzydeł kruka przyniesie komuś nadzieję.

Tag: bezpieczeństwo

  • 40. Pożegnanie barłogu – sen o odbudowie granic. 

    12 /13. 11.2025 

    Sen drugi tej nocy, nad ranem: Byłam w mojej pierwszej pracy w szkole. Były tam moje dawne koleżanki. Robiłyśmy jakieś porządki. Nie było dzieci. Jedna z koleżanek (w realu kiedyś moja ulubiona, ale bardzo zmieniła się na niekorzyść z biegiem lat) podważała wciąż moje decyzje, poprawiała lub zmieniała wszystko co zrobiłam. Zdenerwowało mnie to w końcu. Pomyślałam, że w sumie wcale nie muszę tu być, że mam swoją pracę i tej wcale nie potrzebuję. Ale pomyślałam też o pieniądzach, i że niewiele zarabiam więc może jednak zostanę. Mój syn był na coś chory, więc zadzwoniłam do przychodni, żeby umówić się na wizytę do lekarza w jego sprawie. Za chwilę przyszła pielęgniarka, aby potwierdzić umówienie wizyty. Najpierw rozmawiała z tą irytującą mnie koleżanką, umówiły się. Podeszłam, żeby potwierdzić wizytę mojego syna, ale kobieta stwierdziła, że zapisy na dziś są już zamknięte. Koleżanka była zdrowa, jej dzieci również. Zapisała się do lekarza bez żadnego powodu, moje dziecko było chore a ona odebrała mu możliwość skorzystania z pomocy. Wiedziała, że potrzebuję tej wizyty. To przelało czarę goryczy. Zabrałam torbę i trzasnęłam za sobą drzwiami. Pomyślałam, że żadne pieniądze nie są warte przebywania w takim środowisku. Szłam ulicą był wieczór. Ciepły letni, nie było jeszcze całkiem ciemno. Byłam ubrana w krótką spódnicę i koszulkę dość skąpą, nie wyzywającą, ale też nie zasłaniającą wiele. Jakiś mężczyzna całkiem przystojny, szedł obok mnie i rozmawiał głośno przez słuchawki. Nagle szturchnął mnie ramieniem. Jak by mnie zaczepiał. Powiedziałam z lekkim oburzeniem coś w stylu Eeeej!!! On odpowiedział „jakie ej?” I pokazał mi ruchem głowy samochód. Gdyby mnie nie szturchnął samochód by mnie potrącił. Powiedziałam wdzięczna „dziękuję ” uśmiechnęliśmy się do siebie i mężczyzna odszedł. Kiedy zostałam sama przyjrzałam się swojej torbie. Zwisała z niej w połowie ciągnąc się po chodniku cienka, brudna kołdra. Zaczęłam wyciągać ją z torby wypadły też z niej jakieś inne drobiazgi. Pozbierałam je, kołdra nadal leżała na chodniku. Przyglądałam się jej. Myślałam, że jej nie potrzebuję, ale nie wiedziałam, jak mam ją spakować do niedużej torby. Miałam pewność, że się nie zmieści. Kołdra wyglądała jak barłóg bezdomnego. Pomyślałam, że może ktoś to sobie weźmie, ale miałam dylemat czy zostawić to na chodniku, bo nie wyglądało to dobrze. Nie wiem co z tym zrobiłam chyba zostawiłam tak jak leżało. Byłam w mieszkaniu (nie z realnego życia) to było moje mieszkanie. Mieszkałam tam z synem i byłym mężem. Przyjechał kuzyn mojego byłego męża z żoną. Nie byłam zadowolona, bo wiedziałam, że pojawi się alkohol. Chyba zwiedzali miasto, ale beze mnie ja zostałam w domu. Kiedy wrócili siedzieli na podwórzu, kuzyn byłego męża popijał piwo. Zaproponowałam, że ugotuję im obiad. Nie wiedziałam co jest w lodówce, tak trochę na odczepnego zaproponowałam makaron z warzywami. Przyjęli to z entuzjazmem. Szłam do kuchni trochę skonsternowana, wiedziałam, że nie mam wszystkich składników. Znalazłam makaron, dwie napoczęte paczki makaronu w tym samym kształcie spomiędzy innych kształtów. Ucieszyłam się, bo było go wystarczająco dużo. Rozejrzałam się po kuchni. Na blacie leżały banknoty, duże, czyste, nowe. Wyglądały jak wyprasowane. Wiedziałam, że zostawili je moi goście, ale nie byłam pewna intencji. Pomyślałam też, że kiedy wchodziłam do kuchni mijałam w drzwiach sąsiada, takiego cwaniaczka alkoholika, nie byłam pewna czy nie zabrał jakiegoś banknotu. Zostawiłam pieniądze tak jak leżały i nie zajmowałam się nimi dłużej. Znalazłam też w kuchni bilety na jakiś spektakl, dwa normalne i ulgowy. Pomyślałam, że to bez wątpliwości musiał być prezent od moich gości. W domu nie było warzyw, postanowiłam wyskoczyć szybko do sklepu. Byłam ubrana w jakiś workowate dresowe spodnie w kolorze szarawo-niebieskim i koszulkę. Szukałam marynarki, która przeciwważyłaby ten niechlujny efekt. Znalazłam w końcu, ale nie tą którą chciałam. Kiedy wyszłam na ulicę zobaczyłam idących nią ludzi. Przeważnie mężczyźni, bardzo mnie zdziwiło, bo większość miała brody do pasa nie byli młodzi, ale też nie starcy. Byli ubrani w takim raczej luźnym casualowym, niektórzy w rokowym stylu. 

    Ten sen łączy się bezpośrednio z lipcowym:  https://wcieniukruka.wordpress.com/2026/05/28/meblowanie-barlogu/ 

    Tam jeszcze się meblowałam w tym co mi nie służy. Dziś potrafię opuścić miejsce, które nie jest dla mnie. Nie czuję potrzeby tłumaczenia się z granic. Potrafię też przyjąć pomoc i przede wszystkim nie ciągnę już za sobą całego mojego życia. Potrafię je odłożyć z szacunkiem, bo mnie ukształtowało, ale zostawiam je bez przywiązania. Bo to co mnie spotkało nie definiuje mnie jako człowieka. To co robię i kim jestem jest istotne. I powtarzam sobie wciąż na nowo: “Nieważne, co nam zrobiono. Ważne, co my zrobimy z tym, co nam zrobiono”. 

  • 21. HIPNOZA REGRESYJNA II — Dom na łące (20.07.2025) 

    1. 

    Stoję naprzeciw ogromnej rozległej łąki, trawy są suche, możliwe, że to koniec lata. Piękne ciepłe światło, taka złota godzina. Patrząc w dal czuję lekki niepokój jakbym bała się, że ta kraina nie zdoła mnie wyżywić i ochronić. I wtedy zjawia się ON. Stoi za mną, obejmuje mnie w pasie prawą ręką, lewą unosi nad moim ramieniem pokazując w dal. To piękna silna ręka, wskazuje z niezwykłą stanowczością wodząc łagodnie po horyzoncie. Tam będzie stał nasz dom, obok zbuduję stodołę, tam zagroda, studnia. Mówił… wiedziałam, że szepcze mi do ucha, ale nie słyszałam głosu. Ja wiedziałam lub czułam każde słowo i z każdym słowem znikała niepewność. To była bardzo intymna chwila, pełna miłości, czułości, pewności i poczucia bezpieczeństwa. Oparłam się o NIEGO placami i wiedziałam, że będzie dokładnie tak jak mówi. Byłam szczęśliwa i wzruszona. Łzy same płynęły mi po policzkach. 

    2. 

    Na duży bardzo prosty, ale stworzony ze starannością, drewniany stół położyłam chleb. Duży, okrągły na lnianej serwecie. Upiekłam go dla NIEGO. Stałam naprzeciw okna patrząc na tą samą rozległą łąkę. Stamtąd nadejdzie. Nie mogłam się doczekać, kiedy wróci i zjemy chleb razem. To prawdopodobnie pierwszy chleb jaki upiekłam w nowym domu. W naszym domu. Byłam tak szczęśliwa i dumna. Byłam przepełniona miłością. Nigdy nikogo nie oczekiwałam w ten sposób, ze spokojem, pewnością, miłością i nieprawdopodobną czułością. 

    3. 

    Szliśmy polną drogą, słońce zachodziło i oświecało JEGO włosy złotym blaskiem. Szedł przede mną. Wysoki, potężny a jednocześnie smukły. Miał piękne plecy, takie silne. Na prawym barku niósł chłopca około dwuletniego. Łaskotał go i rozśmieszał rozmawiając jednocześnie ze mną. Co chwilę odwracał się przez lewe ramię, uśmiechał się, jakby chciał sprawdzić czy na pewno jestem. Jakby bał się, że zniknę. Jakby stały kontakt był wyznacznikiem miłości, czułości i intymności. Niosłam na rękach maleńkie dziecko, chyba dziewczynkę. Było w NAS tyle zwykłej, pięknej radości. Ten obraz bardzo mnie wzrusza.  

    4. 

    ON siedzi przy stole w kuchni. Jest ciemno, pomieszczenie oświetla tylko słabe światło, lampy naftowej lub świecy.  Stało się coś złego jest bardzo smutny. Trzyma głowę w dłoniach, łokcie oparte o blat stołu. Całą sobą czuję JEGO smutek. Zbliżam się powoli i pochylam nad NIM, obejmuję GO i wtulam twarz w JEGO włosy. Wtedy ON krzyżując ręce na piersi chwyta mnie mocno za ramiona i tak trwamy w smutku. RAZEM. 

    5.  

    Jest wieczór lub noc, jest ciemno. Stoję w koszuli nocnej takiej standardowej sprzed około 200 lat. Włosy mam rozpuszczone, w kompletnym nieładzie. Jestem wściekła. Krzyczę coś, ale cała scena jak wszystkie poprzednie wygląda jak w niemym kinie tyle, że w kolorze. Nie wiem o co ta awantura, ale to nie ma znaczenia. Czuję wściekłość całym ciałem. Nigdy nie czułam niczego podobnego.  Trzymam coś w ręku i w apogeum wściekłości rzucam tym przedmiotem o ścianę. Wtedy podchodzi ON, bardzo zdecydowanym krokiem i mocno mnie przytula. Przytrzymuje wręcz z wielką siłą i stanowczością, i szepcze mi coś uspokajająco do ucha. Ta siła i spokój dają mi poczucie bezpieczeństwa i ukojenia. Uspokajam się a ON kołysze mnie w ramionach. Tak stoimy kołysząc się lekko a ja czuję już jedynie miłość. 

    6. 

    Mamy gości. Jakaś kobieta z dzieckiem. Siedzę z nią przy stole, łamię długie strąki fasoli na mniejsze części i wkładam do miski. Lubię ją i cieszę się, że nas odwiedziła. Rozmawiamy, śmiejemy się. ON stoi przy oknie. Nie bierze udziału w rozmowie. W milczeniu patrzy na mnie z czułym uśmiechem. Cieszy GO moje szczęście. Patrzy z taką miłością. Nie mogę się powstrzymać i co chwilę zerkam na niego z uśmiechem. Kocham go bardzo. Wiem, że nie muszę być “jakaś”, że “taka” jestem wystarczająca. Wiem, że nie muszę mieć żadnych talentów, zdolności, nie muszę, niczego nie muszę. Dzieci bawią się na podłodzie. 

    7. 

    Jestem stara. Siedzę na ławce przed domem i patrzę na łąkę. Na tą samą łąkę, na którą spoglądałam czekając na NIEGO. Tym razem jest inaczej. Wiem, że się nie pojawi. Siedzę i wspominam z uśmiechem. Nie mogę się doczekać, kiedy w końcu znów się spotkamy. Łąka wygląda pięknie, cudownie oświetlona zachodzącym słońcem. 

  • 20. HIPNOZA REGRESYJNA I – Początek (20.07.2025) 

    Przed hipnozą należy przygotować kilka pytań. Ja tak naprawdę miałam dwa, po pierwsze chciałam wiedzieć, czy spotkałam już Darka w którymś z poprzednich żyć, czy jest moją “Bratnią duszą”? I bardzo chciałam spotkać się ze sobą. Bałam się, że wrócą traumy z dzieciństwa i będę musiała ponownie stanąć twarzą w twarz z katem, ale właśnie po to tam przyszłam, żeby nareszcie zobaczyć to co głęboko ukryte. Chciałam też spotkać prababcię i wymyśliłam kilka innych praktycznych pytań, ale tak naprawdę, najważniejsze były dwa pierwsze spotkania po tamtej stronie, Darek i ja. Hipnoterapeutka, bardzo przypominała mi moją ostatnią psychoterapeutkę, była obecna, pomocna i w niczym mi nie przeszkadzała. Była obok, ciepła, uważna i serdeczna. 

    Wizja/wspomnienie z dzieciństwa:  

    1. Jest dzień, chyba poranek, mżawka, jest szaro i nieprzyjemnie. Biegamy z moim starszym bratem po łące nieopodal naszego pierwszego domu. Domu naszych pradziadków. Byliśmy boso i w samych majtkach, ściągnęliśmy ze sznura poszewki lub prześcieradła. Tańczyliśmy wywijając nimi i rozpościerając w biegu, robiąc piruety i inne taneczne figury. Było w tym dużo radości. 
    1. Byliśmy z bratem przed domem i bawiliśmy się “balonikami”, były wydłużone i białe. Zabraliśmy je z kieszeni marynarki ojca. Podszedł do nas sąsiad i zapytał, czy wiemy co to jest? -Jak to co? Baloniki!!! Odpowiedzieliśmy i dalej odbijaliśmy prezerwatywy z niewinną radością. 
    1. Leżałam na brzuchu na małym drewnianym mostku nad rzeczką, nazywaliśmy ją “Smródka”. Ręce miałam zanurzone w wodzie. Trzymałam w nich słoik, do którego wpływały maleńkie cierniki. 
    1. W łonie matki: tylko kolor i dźwięk. Kolor jasno brązowy, lekko złocisty i głosy przytłumione jakby z oddali. Jakbym słyszała “spod wody” nie odróżniałam słów. Słyszałam też jakby przelewanie i delikatne bulgotanie. Czułam spokój, ciepło i bezpieczeństwo. 

  • 19. Lęk

    Po wypadku w pociągu wiedziałam już, że musze zejść głębiej. Nie potrzebowałam kolejnej terapii, zresztą w moim mieście wyczerpałam już terapeutyczne możliwości. Poza psychoterapią behawioralno-poznawczą, później psychodynamiczną, wreszcie psychoterapią współuzależnienia poddałam się terapii manualnej (krzyżowo-czaszkowej) i praktyce 5 Rytmów. Teraz wiedziałam, że żeby się uleczyć muszę zejść jeszcze głębiej. Muszę spotkać się ze sobą. Darek opowiadał mi o roślinach mocy i wszelkich innych ceremoniach, którym się poddawał, ale nie przekonuje mnie wprowadzanie do swojego organizmu, żadnych obcych substancji. Nawet niewielkie dawki alkoholu bardziej mnie rozstrajały niż rozluźniały, więc żadne substancje nie wchodziły w grę w moim przypadku. To zwyczajnie nie jest moja droga. Darek kilka tygodni wcześniej przeszedł hipnozę regresyjną, kiedy myślałam o głębi, której potrzebuje na swojej drodze doświadczyć, ta forma wydała mi się dopuszczalna. Postanowiłam umówić się na sesję i po ustaleniu terminu przyszedł sen. 

    11/12.07.2025 

    W całkowitej, absolutnej ciemności byliśmy: ja, Darek i młodszy brat Darka, którego nigdy w realu nie poznałam. Staliśmy bardzo blisko siebie. Wyczuwałam ich obecność, wiedziałam, że stoją obok, że są ze mną po to, żeby mnie chronić. Mimo to byłam zaniepokojona. Jakbym bała się, że ich obecność może nie wystarczyć. 

  • 13. Czułość. Sen o ratowaniu. 

    Raczej nie jestem osobą skłonną do bliskiego kontaktu i zażyłości z ludźmi, nawet z najbliższymi, tylko moje dziecko było przytulane i całowane zupełnie naturalnie. Mój były mąż bliskość automatycznie wiązał z seksem. Ojciec nie był czuły a kontakt fizyczny kojarzył mi się jedynie z przemocą z jego strony. Matka czułość okazywała międląc moje ucho, co mnie tylko denerwowało, więc unikałam tego jak tylko mogłam. Z zasady więc nie dotykam ludzi, chyba, że oni wyjdą z tym pierwsi. Moje zawodowe dzieci często chcą się przytulać, z tym nie mam problemu, bo to dzieci. A dzieci mają wielką potrzebę przytulania ludzi, których uznają za ważnych. Czuję się więc zaszczycona i z radością przytulam.  

    Kiedyś Darek zorganizował dla moich zawodowych dzieci specjalną imprezę, zaproszeni byli też rodzice.  Miało mnie tam nie być, choć byłam zaproszona (nie chciałam uczestniczyć w tym wydarzeniu, uważałam, że to rodzice powinni byli tam być ze swoimi pociechami, nie chciałam zakłócać tego spotkania moją obecnością, była to pierwsza okazja, kiedy udało się zaangażować rodziców w życie naszej małej społeczności) ale nie miał kto przyprowadzić chłopca z domu dziecka, więc musiałam jednak być obecna. Wydarzenie było przepięknym świętem dla moich dzieci. Cudowne kakao, pyszne ciasto i zabawa bez granic. Patrzyłam na radość moich podopiecznych, na uśmiechnięte twarze rodziców. Byłam Darkowi bezgranicznie wdzięczna. Kiedy wszyscy już wyszli podeszłam do Darka, żeby mu podziękować i spontanicznie, zupełnie naturalnie go przytuliłam. Zdarzało mi się już przytulać ludzi w podobnych sytuacjach, to taki towarzyski gest “dziękuję”, absolutnie nic osobistego. W tym wypadku było inaczej. Darek przytulił mnie w bardzo czuły i absolutnie nieprzekraczający sposób, dotykając jednocześnie policzkiem mojego policzka. Poczułam ciepło, co ja mówię… gorąco na mojej twarzy. Jego policzek był bardzo ciepły i miałam dziwne uczucie jakby to ciepło we mnie wniknęło i pozostało. Kiedy tylko pomyślałam o tej chwili, przez dobre dwa tygodnie czułam ciepło na policzku i … byłam tak bardzo pogubiona. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Nigdy nie czułam czegoś podobnego. Otworzyła się we mnie dzięki temu wydarzeniu, jakaś bardzo długo zamknięta część. Pojawiło się we mnie nieoczekiwanie miejsce na bezpieczną czułość w relacji z mężczyzną. To było coś OGROMNEGO. Nie byłam wtedy na to gotowa, ale otworzyło to swego rodzaju “kanał czułości”, który dojrzewał we mnie przez najbliższy rok. A ciepło rosło i stawało się powoli naturalne i bezpieczne. Kilka tygodni po tym wydarzeniu  przyszedł sen: 

     Sen o ratowaniu Darka, lipiec 2024 

    Przechodziłam obok firmy Darka. Może chciałam iść do pobliskiego zakładu usługowego, nie pamiętam. W każdym razie nie planowałam wejść do środka. Po prostu przechodziłam obok. Zaniepokoiły mnie jednak jakieś dziwne hałasy, podniesione głosy, dźwięki jakby uderzania ciężkimi przedmiotami. Było to bardzo niepokojące. Weszłam do środka i zobaczyłam go. Stał pośrodku największego z pomieszczeń i chwiał się na nogach. Nie miał siły zrobić nawet jednego kroku. Podbiegłam i przytrzymałam go w ostatniej chwili. Próbowałam zaprowadzić go do łóżka. Do firmy przylegało mieszkanie, wyglądało na “służbowe”. Bardzo surowe w wystroju, ale było bezpiecznym miejscem. Darek był bardzo ciężki i bez przerwy mnie za to przepraszał. Byli tam też dwaj  mężczyźni,  współpracownicy Darka. Jednego z nich poznałam osobiście i bardzo polubiłam w realnym życiu, drugiego widziałam tylko raz, kiedyś w przelocie. Ten drugi w śnie był bardzo agresywny, wrzeszczał na Darka “masz natychmiast wracać”, “w dupie mam, jak się czujesz” i inne w tym stylu mocno okraszone przekleństwami. Chciał nas zatrzymać siłą. Ten Pierwszy próbował go odciągnąć, szarpali się, przewracali sprzęty, na podłogę spadały elementy wyposażenia bardzo charakterystyczne dla tego miejsca. Zapytałam Pierwszego czy uda mu się ustawić z tych sprzętów mur, który nas ochroni? Musiałam obiecać, że dopilnuję, żeby Darek wrócił. Skłamałam wtedy z premedytacją, że TAK. Ale nie miałam zamiaru obiecywać za niego. Pomógł mi przeprowadzić Darka budując mur. Temu Drugiemu wydałam jakieś absurdalne dyspozycje, żeby odwrócić jego uwagę od Pierwszego. Przeszliśmy. Zatrzasnęłam drzwi i ułożyłam Darka na łóżku. Było cicho i spokojnie. Klęczałam obok jego łóżka. Pocałowałam go w czoło i gładziłam włosy a on mamrotał wciąż, że jesteś ciężki i że przeprasza. Miałam wrażenie, że już śpi, kiedy to mówi. Upewniłam się, że śpi i dopiero wtedy się rozpłakałam. 

    Kiedy nasze policzki się spotkały, mój układ nerwowy dostał coś, czego wcześniej nie znał. 
    Doświadczenie, że kontakt z mężczyzną może być ciepły, delikatny, czuły, nieprzemocowy i niewymagający. 
    Może być BEZPIECZNY. 

    Nigdy nie powiedziałam Darkowi, co wtedy poczułam, a mimo wszystko rok później CZUŁOŚĆ była głównym uczuciem, z jakim kojarzyłam naszą relację. A sen sprzed roku okazał się cichą zapowiedzią przyszłej bliskości.