
23/24.11.2025
Leżałam w łóżku. Przebudziło mnie coś. Leżałam, patrząc w ścianę przed sobą. Nagle do mojego łóżka, jakby nigdy nic, wszedł mój były mąż, położył się za mną i objął mnie. Udawałam, że śpię. Tak jakbym chciała dać sobie czas na przemyślenie tego, co się właśnie dzieje. Bo wszedł jak do siebie. Zastanawiałam się, czy jest tak bezczelny, czy może aż tak zaburzony, że nie widzi, że to niedopuszczalne. Byłam spokojna.
Kiedy domyśliłam się, że niczego nie wymyślę, „obudziłam się” i zapytałam, czy pokłócił się z kobietą, z którą mieszka. Powiedział, że tak i że wszedł, bo drzwi nie były zamknięte na klucz.
Poszłam do syna i powiedziałam mu, jakie były konsekwencje jego zaniedbania (niezamknięcia drzwi na noc). Przyszedł do ojca i nie podał mu ręki na powitanie. Był dumny z siebie, że tego nie zrobił. Zastanawiałam się, czy były mąż sam sobie pójdzie, czy będę musiała coś z tym zrobić. Zostawiłam to chyba, bo pobył jeszcze chwilę w tym śnie, ale był już raczej tłem.
Przyjechała jakaś rodzina (nie z realnego życia). Kilka osób przyjechało do moich rodziców, ale nie było dla nich obiadu, więc poszłam do kuchni (zwykle przejmowałam od dziesiątego roku życia obowiązki mojej matki). Był tam straszny bałagan. Nic nie leżało na swoim miejscu, nie mogłam nawet znaleźć garnka. Miałam ugotować ziemniaki i jakiś sos do pieczeni, która stała przygotowana już na blacie. Nie znalazłam ziemniaków, ale znalazłam dużo paczek z kaszą gryczaną. Wróciłam do gości i zapytałam, czy kasza jest opcją, którą wszyscy zaaprobują. Wszyscy byli chętni.
Był tam też młody mężczyzna, który był dla mnie szczególnie miły. Zaproponował mi pomoc. Zgodziłam się. Kiedy wracaliśmy do kuchni, zaczepiła mnie ciotka i powiedziała, że to najlepszy wybór, bo to bardzo dobry, ciepły człowiek z poczuciem humoru. Że wszyscy go lubią, że będzie dla mnie dobry i że ma 49 lat. Zdziwiłam się, bo wyglądał bardzo młodo. W dodatku ciotka wciskała mi kuzyna w pierwszej linii!
W kuchni zabrałam się za mycie garnka, który udało mi się znaleźć. Odkręciłam kran, ale słyszałam, że woda nie leje się do rur. Zajrzałam pod zlew. Okazało się, że to była pralka, nie zlew, i że rury nie są podłączone. Woda płynęła na podłogę. Była czysta. Zakręciłam kran.
Nad „zlewem” wisiało lustro. Zobaczyłam swoje odbicie. Miałam idiotycznie spięte włosy. W pierwszej chwili wystraszyłam się, że mam łysy pasek przebiegający przez środek głowy, od czoła do czubka, ale przyjrzałam się dokładnie. Włosy były spięte i przylegały w tym miejscu bardzo ściśle.
Odwróciłam się do kuzyna i zapytałam, czy nie przeszkadza mu to, że wyglądam śmiesznie. Powiedział, że nie i że to się w ogóle nie liczy.
Ten sen przypomniał mi o konkretnym doświadczeniu sprzed kilku miesięcy.
Darek przed dłuższym wyjazdem chciał mnie odwiedzić, żeby się pożegnać. Powiedziałam, że bardzo bym chciała, ale będę się czuła bardzo niezręcznie. Bo po dziesięciu godzinach pracy będę bardzo zmęczona i nie będę “ani wyglądać, ani ogarniać”. Odpisał mi, że kocha i akceptuje mnie taką jaka jestem. Że nie ma znaczenia czy “wyglądam”, ani czy “ogarniam”, wystarczy, że jestem.
To było najpiękniejsze z naszych spotkań.
Dla mnie to niezwykłe doświadczenie. Po dziesięcioleciach zasługiwania na miłość, po raz pierwszy usłyszałam, że: “wystarczy, że JESTEM”.
Nie musiałam, być tą która ogarnia, gotuje, sprząta, ratuje ludzi i sytuacje i przy tym nieskazitelnie wygląda.
Mogłam nareszcie, choć na chwilę zdjąć zbroję.
Miałam prawo być zmęczona, nieuczesana – niedoskonała.
Bo to się w ogóle nie liczy.
Przecież, wystarczy, że jestem 🤗





