W Cieniu Kruka

To opowieść o drodze. O życiu w przetrwaniu, o pęknięciach i stratach. O wychodzeniu w światło — przez transformację i integrację. To nie jest historia wzniosła ani romantyczna. Jest zwyczajnie prawdziwa: czasem jak grzmot, a czasem… tylko chichot losu. Mam nadzieję, że w tym wypadku cień skrzydeł kruka przyniesie komuś nadzieję.

Tag: akwarium

  • 53. Czekając na zielone – sen o tym, czego nie muszę już nosić. 

    25.12.2025 

    (popołudniowa drzemka) 

    Sen był dłuższy, ale pamiętam końcówkę. 

    Miałam jechać pociągiem do innego miasta wojewódzkiego, niecałą godzinę. Zabrałam ze sobą dużego psa na smyczy i ogromne akwarium. Miałam też torbę i niewielką torebkę. 

    Jechałam z dziewczynkami z mojej firmy (najstarsze 17–18-letnie, moje dzieci, wolontariuszki, towarzyszki, przyjaciółki), nie wiem, czy zwiedzać, czy może na koncert. 

    Byłyśmy w przedziale, który wyglądał jak niewielkie mieszkanie. Składał się z co najmniej dwóch pokoi. Zajmowałam z dziewczynkami duży pokój. Był oświetlony, ale bez okien. Pies leżał na podłodze. 

    Wielkie akwarium postawiłam na podłodze, na środku pokoju. Dziewczynki uzupełniły je wodą. Woda była czysta, przejrzysta. Na dole pływały nieduże srebrne rybki. 

    Powiedziałam dziewczynkom, że bez sensu targałam to wielkie akwarium. Wyjechałyśmy przecież na jeden dzień i rybki mogły spokojnie zostać w domu. 

    Pies chciał się napić wody. Podnosiłam go (a był naprawdę duży), żeby mógł napić się z akwarium. To było bardzo niewygodne, ale udało się w końcu. Pies się napił. 

    Zwróciłam uwagę na to, co działo się w drugim pokoju. Przez otwarte drzwi zauważyłam (chyba) mojego byłego męża. Stał tyłem. Był tam też jakiś inny mężczyzna (nie było go widać), który pomagał mu się ubrać. 

    Było coś nie tak z jego ubraniem. Możliwe, że je prali, bo założył na siebie mokry podkoszulek bez rękawów, a na to koszulę, również mokrą. Podkoszulek był ciemny i prześwitywał przez jasną, mokrą koszulę. 

    Mężczyzna tłumaczył mu, że kiedy zrobi się coś niedobrego, trzeba przeprosić. Pytał czy przeprosił (chodziło o mnie). Mój były mąż próbował sobie przypomnieć, czy była taka sytuacja, kiedy naprawdę przepraszał. 

    Nie doczekałam do końca ich konwersacji. Znudziła mnie, bo wiedziałam, że nie miał w zwyczaju przepraszać i nie chciało mi się tego słuchać. 

    Pomyślałam, że czas zbierać się do wyjścia. Miałam to przeklęte akwarium do zabrania. Trzeba było wylać z niego wodę przed wyjściem. 

    Z zaskoczeniem zauważyłam, że dziewczynki już to zrobiły i wyszły dawno na zewnątrz. Czekały przy wyjściu. 

    W przedziale zostały jakieś mokre drobiazgi dziewczynek (gumka frotka do włosów i coś zrobionego na szydełku). Zebrałam je i schowałam do torebki. 

    Pomyślałam, że akwarium muszę oddać do jakiejś przechowalni. Nie będę z tym przecież chodzić po mieście. 

    Przez chwilę pomyślałam, że powinnam zajrzeć do pokoju obok i powiedzieć mojemu byłemu mężowi, że dojeżdżamy. Po namyśle uznałam, że nie będę go o niczym informować. 

    Zabrałam psa, akwarium i torby, i dołączyłam do dziewczynek. 

    Bałam się trochę, że nie zdążymy wysiąść, ale dziewczynki mnie uspokajały, że wszystko jest w porządku. 

    Na zewnątrz przedziału, w korytarzu prowadzącym do wyjścia z pociągu, były okna. Widziałam jakieś budynki. Pociąg stał i na coś czekał. Jakby na zielone światło. Zaraz miał ruszać. 

    Zauważyłam, że akwarium w moich snach mówi o emocjach. Wcześniej pojawiały się w nich ogromne lub zaniedbane akwaria. Śniłam też kiedyś o stworzeniach, najczęściej żabkach, które były zapomniane i pojawiały się nagle, a mi było bardzo przykro, że zostały na bardzo długo bez opieki i musiały radzić sobie same, żeby przetrwać. 

    Ten sen był inny. Akwarium zaledwie przenośne, zadbane i czyste. 

    Dziewczynki ze snu w realu są moją rodziną. Nie rodziną pochodzenia, ale taką, którą stworzyłam w mojej firmie. Zdarza się, że naprawdę wyjeżdżamy na krótkie wycieczki i zawsze jest to piękny czas. Ta rodzina daje mi poczucie bezpieczeństwa, przynależności, emanuje spokojem i radością. Jesteśmy dla siebie ważne. Część z nich wyruszyła już w świat, studiują w odległych miastach, ale kiedy wracają choć na chwilę, zawsze znajdą czas na wspólną kawę. 

    Dlatego jestem silniejsza. 

    A były mąż… naprawdę nie zależy mi na przeprosinach. Wszystko, co z nim związane, mogę oddać do przechowalni, nie zamierzam tego ciągnąć za sobą. 

    Nie zapomnę oczywiście, bo wszystko, co mnie spotkało, ukształtowało mnie i sprawiło, że jestem, jaka jestem, ale nosić tego nie będę. 

  • 34. “Zostaw. Tak ma być” – Sen, który zamieszkał w życiu na długo. 

    Poprzednie sny przygotowywały mnie na ten jak dotąd najtrudniejszy sen a on z kolei przygotowywał mnie na to co miało się dopiero wydarzyć.  

    8/9. 11.2025 

    Duży budynek. W jednym z pomieszczeń stało bardzo duże akwarium około 2m długości i prawie 1m wysokości albo nawet nieco większe. Były tam nieduże rybki (nie były kolorowe, takie rzeczne, zwyczajne) pływały przy dnie. Żyły tam też stworzenia przypominające jaszczurki (żółto czarne). Wpuściłam do wody niewielką ropuchę. Coś robiłam z tym akwarium. Nie pamiętam, czy sprzątałam, czy dolewałam wody. Akwarium stało na czymś (podest, szafka?) Ale w taki sposób, że większa część wystawała poza krawędź. Bałam się, że wszystko runie, tym bardziej, że kamienie na dnie ułożone były właśnie z tej strony, która nie była niczym podparta. Zauważyłam, że ropucha wyskakuje, złapałam ją i włożyłam do wody (woda nie była brudna, ale nie była też krystalicznie czysta). Wyskoczyła znów, więc powtórnie włożyłam ją do akwarium. Przyglądałam się jej, stała się o wiele większa. Teraz była wielkości około 30-40 cm. I miała króciutką gładką sierść, w kolorze szarym i nakrapianym, w kolorze, który zwykle mają ropuchy szare. Zdziwiłam się trochę, ale uznałam, że ta jest owłosiona i że to jest ok, ta po prostu jest inna. Zaakceptowałam jej wielkość i sierść. Nagle ropucha chwyciła jedną z jaszczurek, przysiadła na dnie akwarium i zaczęła ją jeść. Byłam zszokowana, ropucha miała być w tym akwarium po to, żeby tworzyć w pewnym sensie „społeczność” a stała się agresorem. Myślałam, że w tym pomieszczeniu jestem sama, ale ktoś powiedział, że mam to zostawić, że tak ma być. Byłam wstrząśnięta.  

    Chyba ten sam budynek, ale był jakiś dziwny. Pomieszczenia w nich podobnie jak w tym z akwarium były bardzo wysokie i przestronne, nie było tam raczej mebli. Były bardzo jasne (sala z akwarium jako jedyna była bardzo słabo oświetlona). Częścią budynku były też przestrzenie na zewnątrz takie w stylu atrium, ale dość rozległe i trawiaste. To były koszary. Mieszkało tam dużo ludzi. Chyba byli to żołnierze. Była tam sala, w której do ścian przytwierdzone były sedesy bez kabin (chyba 4, rozstawione w dużych odległościach od siebie). Ktoś wstawił dodatkowe drzwi przy sedesie, z którego lubiłam korzystać. Zdenerwowało mnie to, bo byłam przekonana, że nie będę miała spokoju i kiedy zechcę skorzystać z toalety na pewno ktoś będzie przechodził. To miało być uczęszczane przejście.  

    Byłam w małym mieszkaniu w bloku na którymś z wyższych pięter. Był tam również mój syn i jego przyjaciel (w realu pojechał przedwczoraj do Wrocławia z tym przyjacielem i swoją dziewczyną. Ona na koncert a oni odwiedzić innego przyjaciela, który tam mieszka) Chłopcy opowiadali mi jak było we Wrocławiu, że nie znaleźli dziewczyny mojego syna, że po koncercie wróciła do naszego miasta z innym mężczyzną. Pili tam alkohol i wdali się w bajkę z jakimiś ludźmi. (w realnym życiu Mój syn, 21 lat, jest osobą unikającą konfliktów jego przyjaciel jest dość porywczy, ale nie agresywny). Na zewnątrz ktoś coś wykrzykiwał, jakaś grupka młodych ludzi. Przyjaciel mojego syna wybiegł na balkon i wykrzykiwał coś do nich w bardzo zaczepny sposób. Bałam się, że ich sprowokuje do jakiegoś agresywnego zachowania. Nie wiem czy ja, czy mój syn, ale ktoś z nas zawołał go do środka. Przyjaciel mojego syna wszedł do mieszkania. Przyglądałam się im i nie podobało mi się to co widziałam. Jeden agresywny drugi „przymulony” wiedziałam, że to skutek wypitego wcześniej alkoholu. Boję się alkoholu, nie chcę, żeby mój syn stał się taki jak ojciec. 

    Ten sen jest bardzo trudny na wielu poziomach. Po pierwsze bardzo precyzyjnie przewidział przyszłość. Pierwszy raz zderzyłam się tak boleśnie z tym co niesie ze sobą sen prekognitywny. Wtedy byłam zdziwiona i nie uwierzyłam. Ot, dziwny zbieg okoliczności. Niestety niecały miesiąc później ci dwaj chłopcy, nocą około północy siedzieli w kuchni mojego mieszkania i opowiadali mi o osobnym powrocie z koncertu i trudnym, nieoczekiwanym rozstaniu.  

    Cierpienie własnego dziecka jest dla matki prawdziwym ciosem. Bardzo trudno stać obok i zgodzić się na to, że “tak ma być”.  Tylko, że dokładnie tak ma być! To jest droga mojego syna. Bardzo podobna do mojej, w której myślałam, że uratuję, że jeśli się poświęcę zmienię los ukochanego człowieka. Ta miłość, którą dajemy osobie, która nie potrafi jej naprawdę przyjąć i docenić to jest bardzo bolesna lekcja. Lekcja, którą mój syn musi przeżyć sam. A moja rola… jesteśmy ze sobą bardzo związani, jeśli on cierpi – ja cierpię. Ale w tym cierpieniu muszę chronić siebie, swoje zasoby, bo wtedy będę miała siłę na realne mądre wsparcie nie odbierające odpowiedzialności drugiemu człowiekowi. Jako matka mogę tylko, przyjąć syna po rozstaniu, dać mu miejsce w moim domu, nakarmić, wysłuchać i mocno przytulić. 

    „Zostaw. Tak ma być.” to najtrudniejsze z czym przyszło mi się zmierzyć. 

    Może straciłam sedes, który był tylko mój przez dwa lata, ale moje dziecko ma oparcie i swoje bezpieczne miejsce, w którym może dochodzić do siebie i układać powoli swoje własne puzzle.