
25.12.2025
(popołudniowa drzemka)
Sen był dłuższy, ale pamiętam końcówkę.
Miałam jechać pociągiem do innego miasta wojewódzkiego, niecałą godzinę. Zabrałam ze sobą dużego psa na smyczy i ogromne akwarium. Miałam też torbę i niewielką torebkę.
Jechałam z dziewczynkami z mojej firmy (najstarsze 17–18-letnie, moje dzieci, wolontariuszki, towarzyszki, przyjaciółki), nie wiem, czy zwiedzać, czy może na koncert.
Byłyśmy w przedziale, który wyglądał jak niewielkie mieszkanie. Składał się z co najmniej dwóch pokoi. Zajmowałam z dziewczynkami duży pokój. Był oświetlony, ale bez okien. Pies leżał na podłodze.
Wielkie akwarium postawiłam na podłodze, na środku pokoju. Dziewczynki uzupełniły je wodą. Woda była czysta, przejrzysta. Na dole pływały nieduże srebrne rybki.
Powiedziałam dziewczynkom, że bez sensu targałam to wielkie akwarium. Wyjechałyśmy przecież na jeden dzień i rybki mogły spokojnie zostać w domu.
Pies chciał się napić wody. Podnosiłam go (a był naprawdę duży), żeby mógł napić się z akwarium. To było bardzo niewygodne, ale udało się w końcu. Pies się napił.
Zwróciłam uwagę na to, co działo się w drugim pokoju. Przez otwarte drzwi zauważyłam (chyba) mojego byłego męża. Stał tyłem. Był tam też jakiś inny mężczyzna (nie było go widać), który pomagał mu się ubrać.
Było coś nie tak z jego ubraniem. Możliwe, że je prali, bo założył na siebie mokry podkoszulek bez rękawów, a na to koszulę, również mokrą. Podkoszulek był ciemny i prześwitywał przez jasną, mokrą koszulę.
Mężczyzna tłumaczył mu, że kiedy zrobi się coś niedobrego, trzeba przeprosić. Pytał czy przeprosił (chodziło o mnie). Mój były mąż próbował sobie przypomnieć, czy była taka sytuacja, kiedy naprawdę przepraszał.
Nie doczekałam do końca ich konwersacji. Znudziła mnie, bo wiedziałam, że nie miał w zwyczaju przepraszać i nie chciało mi się tego słuchać.
Pomyślałam, że czas zbierać się do wyjścia. Miałam to przeklęte akwarium do zabrania. Trzeba było wylać z niego wodę przed wyjściem.
Z zaskoczeniem zauważyłam, że dziewczynki już to zrobiły i wyszły dawno na zewnątrz. Czekały przy wyjściu.
W przedziale zostały jakieś mokre drobiazgi dziewczynek (gumka frotka do włosów i coś zrobionego na szydełku). Zebrałam je i schowałam do torebki.
Pomyślałam, że akwarium muszę oddać do jakiejś przechowalni. Nie będę z tym przecież chodzić po mieście.
Przez chwilę pomyślałam, że powinnam zajrzeć do pokoju obok i powiedzieć mojemu byłemu mężowi, że dojeżdżamy. Po namyśle uznałam, że nie będę go o niczym informować.
Zabrałam psa, akwarium i torby, i dołączyłam do dziewczynek.
Bałam się trochę, że nie zdążymy wysiąść, ale dziewczynki mnie uspokajały, że wszystko jest w porządku.
Na zewnątrz przedziału, w korytarzu prowadzącym do wyjścia z pociągu, były okna. Widziałam jakieś budynki. Pociąg stał i na coś czekał. Jakby na zielone światło. Zaraz miał ruszać.
Zauważyłam, że akwarium w moich snach mówi o emocjach. Wcześniej pojawiały się w nich ogromne lub zaniedbane akwaria. Śniłam też kiedyś o stworzeniach, najczęściej żabkach, które były zapomniane i pojawiały się nagle, a mi było bardzo przykro, że zostały na bardzo długo bez opieki i musiały radzić sobie same, żeby przetrwać.
Ten sen był inny. Akwarium zaledwie przenośne, zadbane i czyste.
Dziewczynki ze snu w realu są moją rodziną. Nie rodziną pochodzenia, ale taką, którą stworzyłam w mojej firmie. Zdarza się, że naprawdę wyjeżdżamy na krótkie wycieczki i zawsze jest to piękny czas. Ta rodzina daje mi poczucie bezpieczeństwa, przynależności, emanuje spokojem i radością. Jesteśmy dla siebie ważne. Część z nich wyruszyła już w świat, studiują w odległych miastach, ale kiedy wracają choć na chwilę, zawsze znajdą czas na wspólną kawę.
Dlatego jestem silniejsza.
A były mąż… naprawdę nie zależy mi na przeprosinach. Wszystko, co z nim związane, mogę oddać do przechowalni, nie zamierzam tego ciągnąć za sobą.
Nie zapomnę oczywiście, bo wszystko, co mnie spotkało, ukształtowało mnie i sprawiło, że jestem, jaka jestem, ale nosić tego nie będę.

