Zakończona transformacja to nie koniec drogi.
To przejście kolejnego progu, za którym kończy się życie w przetrwaniu a zaczyna doświadczanie.
I już wiem, że nie będzie łatwo, ale w nowej drodze nie idę do siebie. Idę ze sobą.
A to robi ogromną różnicę.

Mam ze Wszechświatem ostatnio na pieńku. Nie mam pewności, czy to, co robię w odpowiedzi na to, co mi zsyła, jest tym, co robić powinnam, ale pojawił się we mnie ogromny bunt i złość z niego wypływająca. I również w tym wypadku staję za sobą, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi podpowiadają mi inaczej.…

Kiedyś, skrolując leniwie i bezmyślnie Instagram, zatrzymały mnie słowa pewnego mężczyzny. Przytoczę z pamięci jedynie fragment, ponieważ nie potrafię niestety odnaleźć tego postu, więc nie zacytuję całości: „Chciałbym, żeby był przy mnie ktoś, kto, gdy będę najgorszą wersją siebie, powie mi: JESTEM. Nie zostawię cię.” Pamiętam, że bardzo mnie te słowa poruszyły. Też chciałabym mieć przy…